Mill

CB8

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

niedziela, 30 czerwca 2013

Epopeja polsko-indiańska (44)

Kontynent północnoamerykański...

Wojownicy Arapaho rozbili obóz w Żabim Wąwozie. Wódz Przyczajony Lis natychmiast udał się na spoczynek, pozostawiając wszystko na głowie swojego najlepszego wojownika Czarnego Borsuka. Ten nie był zadowolony z decyzji zwierzchnika dotyczącej wyboru noclegu, przeczuwał bowiem pułapkę, ale będąc bezsilny wobec wodza musiał to zaakceptować. Postanowił jednak przynajmniej podwoić straże by zwiększyć poczucie bezpieczeństwa.

Komancze, osobiście dowodzeni przez Samotnego Wilka, byli w pobliżu, ale czekali z atakiem. Młody wódz był co prawda bardzo porywczy, ale nie aż tak, żeby niepotrzebnie ryzykować życie swoich wojowników. Przedwczesny atak mógł bowiem zakończyć się zbyt dużymi stratami, należało więc poczekać.

- Kiedy zaatakujemy bracie? - zapytał Polomancz Długa Strzała - O świcie?
- Nie. Wcześniej - odparł Samotny Wilk - Te psy, Arapaho będą niedługo spokojnie spać, są pewni siebie, niczego nie podejrzewają.
- Nie do końca zgadzam się z moim bratem, wystawili przecież liczne straże. Myślę, że nie można ich tak do końca lekceważyć.
- Bądź spokojny bracie. Arapaho są jak indyki, a my jak orły. Rozgnieciemy ich na miazgę.
- Chcesz ich zatem wszystkich zabić?
- Na początku miałem taki zamiar, ale potem zmieniłem zdanie. Pojmamy ich, a potem współplemieńcy będą musieli ich wykupić. Będzie to drogo kosztowało.
- Podjąłeś słuszną decyzję bracie. Nasz ojciec Tłusty Brzuch będzie zadowolony z tego co otrzymasz za nich od Arapaho.
- Też tak myślę. Chociaż jemu najbardziej zależy na zdobyciu koni. Arapaho ich nie mają... Blade Twarze mają, ale niech Długa Strzała będzie spokojny. Rozumiem, że to twoi przyjaciele, więc Komancze nie napadną na nich. Poza tym wypaliliśmy przecież z nimi fajkę pokoju.
- Hiszpanie mają mnóstwo koni...
- Wiem o tym. Jak rozprawimy się z Apaczami to ruszę na południe.

Godzinę po północy straże Arapaho zostały "ściągnięte", Komancze powoli i bardzo ostrożnie podkradali się w pobliże śpiących wrogów. Wszystko przebiegało nadzwyczaj sprawnie i niedługo potem wszyscy Arapaho byli skrępowani. Pod koniec akcji zginął tylko jeden przeciwnik, który zdołał wyrwać się dwóm Komanczom, ale chwilę później padł trafiony tomahawkiem.

- Dlaczego nas pojmaliście? - syczał wściekły Przyczajony Lis.
- Milcz psie! - wrzasnął nań Samotny Wilk - Bo zaraz stracisz skalp!

Wódz Arapaho nigdy nie należał do zbyt odważnych, nie odezwał się więc już ani słowem, nerwowo tylko przyglądał się otaczającym go wrogom. Szybko rozpoznał, że napadli na nich Komancze. Chwilę później odzyskał jednak humor, przypomniał sobie bowiem, że w pobliżu znajdują się sprzymierzeni z nim Apacze i Paunisi, którzy po jakimś czasie powinni zorientować się, że Arapaho długo nie wracają... Z drugiej strony pomyślał sobie, że Apacze mieli wolno kierować się na wioskę Polomanczów i co będzie jeśli jednak nie wrócą szukać jego oddziału? Co z nimi zrobią Komancze? Przyczajony Lis był przerażony... W ogóle przy tym nie myślał o swoich ludziach...

Czarny Borsuk siedział skrępowany obok wodza i był wściekły na to, że Przyczajony Lis koniecznie chciał obozować w Żabim Wąwozie. Na prerii Komancze tak łatwo nie mogliby ich schwytać. Jako doświadczony wojownik szybko ocenił siły wroga, w przeciwieństwie do wodza nie liczył na szybką pomoc Apaczów, bo niby skąd mogliby wiedzieć, że Arapaho wpadli w pułapkę. Po jakimś czasie zaczną coś podejrzewać i wyślą zwiadowców, ale wtedy już Komancze wywiozą ich daleko na północ. Trzeba było działać natychmiast, on lub któryś z wojowników musiał się uwolnić i zawiadomić Apaczów.

2 komentarze:

  1. Witam, dziękuje za przypomnienie bloga,zapomniałam adresu,więc nie zaglądałam..

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog. Wspaniale piszesz, dobrze się Ciebie czyta. Nic tylko czekać na kolejne notki. :)

    OdpowiedzUsuń