Mill

City

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

piątek, 28 lutego 2014

Statystyka ekstraklasy!!!

Polecam statystykę piłkarskiej ekstraklasy na http://pilka---nozna.blogspot.com

Statystyka dotyczy zdobywania goli na boiskach polskiej ekstraklasy, analizie poddano strzelanie bramek w poszczególnych połowach, kwadransach - ogólnie i w rozbiciu na wszystkie 16 zespołów. Stan (do 23 kolejki włącznie). Może to być wspaniały poradnik bukmacherski! Polecam!

środa, 19 lutego 2014

Epopeja polsko-indiańska (61)

Floryda...

Bachula po krótkim poszukiwaniu namierzył grupę cyrkową Toma Michaela… Postanowił nie ukazywać się od razu, najpierw chciał dowiedzieć się, gdzie cyrkowcy-złodziejaszki trzymają kosztowności zrabowane hiszpańskiemu admirałowi. Obawiał się bowiem, że w przypadku ich pokonania – czego był więcej niż pewny – nie będą chcieli oddać skarbu.

- W razie czego będę musiał ich torturować – mruczał do siebie – ale to może potrwać…

Cyrkowcy wypoczywali nad rzeką. Anglik Michael odłączył się od reszty, prawdopodobnie udał się na polowanie. Fakt ten wykorzystały kobiety, które chwilę później nagie wskoczyły do wody i zażywały kąpieli… Po godzinie wyszły na brzeg i postanowiły się trochę poopalać… Bachula nie kwapił się z ujawnieniem, wyraźnie podobała mu się w tej chwili rola obserwatora…

- Szkoda, że nie są dziewicami – mruczał pod nosem i nadal obserwował kobiety. Zbliżył się nieco w ich stronę, licząc że podsłucha ich rozmowę…

- Piękna pogoda! – powiedziała Kate Italian – Mogłabym tak godzinami leżeć nad tą rzeką!
- Tak, ja też – odparła Malwa Topollani – Godzinami to może nie, zwłaszcza że Tom pewnie niedługo wróci…
- Myślisz, że znowu nas będzie podglądał jak ostatnio?
- Nie myślę, jestem tego pewna! Może już nawet siedzi w krzakach i patrzy!
- No, właśnie! Wydaje mi się, że cały czas czuję na sobie czyjś pazerny wzrok…

Bachula na chwilę przestał patrzeć…

- No, a na przykład teraz już nie… - kontynuowała Kate.
- Może Tom wreszcie się napatrzył i poszedł w końcu coś upolować, ha ha ha.
- Patrz Malwa! Jakiś dziad siedzi w krzakach! O tam!

Kobiety zaczęły głośno krzyczeć, wyraźnie zdenerwowane tym faktem, naprędce rzuciły się do ubrań… Bachula, skoro już został zdradzony, wyszedł z krzaków…

- Coś za jeden?! Dziwolągu! – zawołała na jego widok Kate.
- Ładnie to tak podglądać z ukrycia?! – wtórowała jej Malwa.
- Jestem Bachula! – krzyknął na wstępie mężczyzna – Oddajcie kosztowności albo marnie skończycie!

Kobiety przestraszyły się tonu napastnika i zaczęły uciekać. Biegły dłuższą chwilę, gdy nagle Bachula zagrodził im drogę…

- Oddajcie kosztowności! Mówię po raz ostatni po dobroci!

Kobiety zwróciły się w przeciwną stronę, biegły najszybciej jak potrafiły, ale po kilku minutach sytuacja powtórzyła się i Bachula ponownie zagrodził im drogę…

- Nie uciekniecie przede mną! Oddajcie kosztowności!
- Jakie kosztowności? – wypaliła Malwa – Nie mamy żadnych kosztowności!
- Nie kłam! To wy okradłyście Belicareza!
- Jaki Belicarez? Jakie kosztowności? – udawała zdziwienie Malwa – Człowieku daj nam spokój!
- Nie udawaj! Ja wiem wszystko!
- Nie będziemy gadać z jakimś dziadem! – warknęła nagle Kate i chwyciwszy w dłoń kij próbowała zdzielić nim Bachulę.

Ten jednak uchylił się zwinnie i odskoczył na kilka kroków.  W między czasie Malwa także uzbroiła się w kij i obie kobiety odważnie szły w kierunku mężczyzny…

- Zaraz ci pokażemy łajzo jedna, gdzie raki zimują! – krzyczały podniecone.

Bachula zdziwiony takim obrotem sprawy rzekł po chwili…

- Nie pogarszajcie swojego położenia!
- Zamknij się ty stary zwyrodnialcu, podglądaczu! – wrzeszczała Malwa.
- Zaraz cię nauczymy szacunku dla kobiet prostaku! – wtórowała jej Kate.

Bachula był zaskoczony takim zachowaniem kobiet, ale jednocześnie bawiło go to niezmiernie…

- Nie denerwujcie mnie, bo pożałujecie!

Kobiety w dalszym ciągu nacierały, w końcu więc nie wytrzymał i błyskawicznym kontratakiem wytrącił im kije z rąk… Stało się to tak szybko, że kobiety nie wiedziały właściwie kiedy straciły broń… Zrozumiały jednak, że nie mają z nim szans… Ponownie rzuciły się do ucieczki, ale tak jak wcześniej Bachula zagrodził im za chwilę drogę… Zaczęły się naprawdę bać…

- Gdzie do diabła jest Tom? – syknęła zdenerwowana Kate.
- Nigdy go nie ma, gdy jest potrzebny! – odparła Malwa.

Bachula jeszcze kwadrans pozwolił kobietom pobiegać w różnych kierunkach, a następnie błyskawicznie je dopadł i związał…

- Dosyć już tej zabawy! Mówcie, gdzie są kosztowności?!

Kobiety milczały…

- Skoro tak to idziemy, po waszych śladach znajdę miejsce, gdzie nocujecie…

Kobiety nadal milczały, ale były coraz bardziej przygnębione. Związane, chcąc nie chcąc musiały iść za Bachulą… Wrócili z powrotem nad rzekę, gdzie mężczyzna zajął się poszukiwaniem śladów, a one w napięciu go obserwowały…

- Mam nadzieję, że Tom niedługo wróci… - zastanawiała się Kate.
- Myślisz, że sobie poradzi z tym dziadem?
- No, w sumie to nie wiem Malwo…
- Widziałaś, że jest wyjątkowo silny i szybki… Nawet nie wiem kiedy wytrącił nam te kije z rąk…
- On jest w ogóle jakiś dziwny… Ten jego wzrok taki drapieżny...
- Co z nami będzie? Boję się…
- Ja też…

wtorek, 18 lutego 2014

niedziela, 16 lutego 2014

Epopeja polsko-indiańska (60)

Kuba…

Na zamku trwały gorączkowe przygotowania do wieczornego przyjęcia na cześć przybyłego z Hiszpanii Juana Carlosa de la Montero… Ozdobą wieczoru miał być występ tancerek…

- Pośpiesz się Angelina! – ponaglała koleżankę Sievioretta – Miałyśmy się zgłosić do pani Januarii dwa kwadranse temu!
- Spokojnie… - odparła Dudeiros – najważniejsze, że jesteśmy już na miejscu…

Obie kobiety szybko przemieszczały się w kierunku małej sali, w której miała odbyć się próba generalna tancerek… Nie zdążyły jeszcze zbliżyć się do drzwi, gdy wypadła z nich wysoka, potężnie zbudowana kobieta, która gdy tylko je zobaczyła natarła z furią…

- O! Są moje księżniczki! Później się nie dało?!
- Przepraszamy pani Januario…
- Natychmiast na salę! Za karę stawka połowa mniejsza!

Kobiety nie śmiały protestować, wbiegły szybko na salę i zajęły miejsce obok pozostałych tancerek…

- Słuchajcie uważnie dziewczyny! Bo wiecie, że nie będę powtarzała! – rozpoczęła dynamicznie przemowę Januaria – Zatańczymy dzisiaj tańce, nie tylko hiszpańskie, ale także francuskie i włoskie. Próba ta ma służyć przypomnieniu kroków, a jeżeli któraś nie zna któregoś z tańców to na próbie go pozna! W ostateczności niech tańczy tak jak pozostałe, zrozumiano?
- Tak, tak!
- Zaczniemy od tańców włoskich… Zapewne najmniej je znacie, więc poświęcimy im najwięcej czasu… W celu szybkiej nauki – pizzicę i saltarello zatańczą włoscy mistrzowie: bracia Soltissi! Przyglądajcie się ich tańcowi, a potem będziemy ćwiczyć w parach! Luca i Norberto! Zapraszamy! Muzyka!

Chwilę później na środku sali pojawili się włoscy bracia, którzy brawurowo zatańczyli wspomniane dwa tańce… Następnie ćwiczono w parach pod czujnym okiem włoskich mistrzów i jeszcze czujniejszym Januarii…

- Angelina! Ruszaj się! Młoda dziewczyna jesteś, a tańczysz jak staruszka! Sievioretta! Zgrabniej ruszaj tą prawą nogą! Mercedes! Nogi ci się plątają jakbyś wypiła butelkę rumu! Juanita! Żwawiej, z uczuciem! – komentowała nauczycielka.

Po tańcach włoskich przyszedł czas na francuskie: menuet i branle, a potem była już rodzima pawana i nowość – flamenco! Bardzo ognisty taniec, andaluzyjskich Cyganów…

Po trzech godzinach wyczerpujących ćwiczeń Januaria ogłosiła koniec próby…

- Teraz idźcie nieco odpocząć, a potem Lucinda przyniesie wam stroje na dzisiejszy występ. Nie przynieście wstydu starej Januarii!

Tymczasem w sali głównej ucztowano już na całego, stoły uginały się pod ciężarem różnych dań i win. Nie oszczędzano na niczym, widać było, że admirał Javier Hernandez Belicarez chciał zrobić wrażenie na dopiero co przybyłym z Hiszpanii gościu…

- A gdzie te tancerki admirale? – zapytał de la Montero.
- Będą. Już niedługo…
- Doskonale!
- Też tak myślę…
- Wiele słyszałem o urodzie mieszkanek Kuby…
- Dobrze słyszałeś Juanie Carlosie…, a niedługo i zobaczysz.
- Doskonale, doskonale!

Belicarez dyskretnie przywołał służącego…

- Już czas! Powiedz Januarii by wprowadziła tancerki!

Kwadrans później zabrzmiała muzyka i na salę weszły tancerki… de la Montero, już nieźle podpity, był wniebowzięty…

- Doskonale, doskonale! – wołał w swoim stylu, a już ciszej do admirała – Są piękniejsze niż myślałem!

Tancerki zatańczyły najpierw tańce włoskie, Januaria była umiarkowanie zadowolona z efektów…

- Nie najgorzej… ale dobrze, że są już pijani, bo parę błędów się niestety zdarzyło… Angelina pomyliła kroki, Juanita potknęła się, ale za to Sievioretta! Cudownie! – mruczała do siebie.

Najgłośniej klaskał oczywiście de la Montero, tancerki wykonały kolejne tańce…

- Belicarez! – powiedział w pewnym momencie cicho Montero.
- Tak?
- Ile chcesz za te tancerki?
- Jak to?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi! Zapłacę ci ile zechcesz!
- Ciężka sprawa… Nie mogą nagle zniknąć wszystkie…
- Chcę dwie tancerki, a potem obiecaną wyprawę…
- No, nie wiem…
- Zapełnię ci skarbiec do pełna!
- Które chcesz?
- Tę czarną prawej i tę blondynkę!

Chodziło o Dudeiros i Sieviorettę…

- Nie mogę ich pojmać tak otwarcie…
- Nie interesuje mnie to. Płacę i wymagam!
- Załatwię to.
- Ja myślę.

Po pokazie tańców goście jeszcze jakiś czas ucztowali, ale niedługo potem zaczęli się powoli rozchodzić… Belicarez opuścił salę jeszcze przed zakończeniem tańców…

- Hilario i Ignacio! – mówił kilka minut później dwóm zaufanym żołnierzom – Gdy już je pojmacie, skierujcie się do domu na plaży i tam je pilnujcie. Wkrótce dostaniecie nowe rozkazy.

Godzinę później Angelina i Sievioretta wracały z zamku…

- Fajnie było! – cieszyła się Dudeiros.
- Mi się też podobało! – wtórowała jej Sievioretta – nawet Januaria była zadowolona i wypłaciła nam całą stawkę, a nie połowę, jak zapowiadała na początku…
- Taka piękna noc, nie chce mi się jeszcze spać. Odprowadzę cię!
- Przenocuj u mnie, pogadamy jeszcze o tym wieczorze, dawno tyle nie tańczyłam!
- Nie musisz jutro iść na targ sprzedawać owoce?
- Nie. Ojciec dał mi wolne, wiedział że dzisiaj późno wrócę.

Nagle z ciemności wybiegły dwie postacie…

- Łap tamtą! – zawołał jeden z napastników, a sam rzucił się na Dudeiros.
- Ratunku! – krzyczała Sievioretta, której udało się na chwilę zmylić agresora, ale za chwilę i ona została obezwładniona…

Pół godziny później obie kobiety zostały umieszczone w domu na plaży…

- Co teraz?
- Czekamy na rozkazy od admirała…




poniedziałek, 10 lutego 2014

Skoki narciarskie - Małyszomania już się nie powtórzy?

Gościnny felieton El Profesore.

Kamil Stoch został właśnie mistrzem olimpijskim... Ma wielkie szanse na to by być podwójnym mistrzem... Oczywiście trzeba to docenić, to naprawdę wielki sukces! Ale trudno nie zauważyć, że Stoch ma przy tym wielkiego pecha...

Pechem Kamila jest to, że przed nim był wielki Adam Małysz. Takie zjawisko jak małyszomania już się raczej nie powtórzy... Adam dokonał przełomu, przed nim polscy skoczkowie nie liczyli się zbytnio... Złoto z Sapporo Wojciecha Fortuny było dosyć przypadkowe, a pojedyncze sukcesy Piotra Fijasa wiosny nie czyniły... Małysz jako pierwszy Polak zaczął dominować w tej dyscyplinie, od lat zarezerwowanej dla Austriaków, Finów, Niemców i Norwegów. Orzeł z Wisły sprawił, że rywale zaczęli się go bać... Jego sukces porwał cały naród, dał pozytywny bodziec, pokazał że jeszcze Polska nie zginęła... Dlatego teraz co by Stoch nie zrobił to już takiej euforii nie jest w stanie wywołać... To tak jakby na papieża został wybrany drugi Polak... To już nigdy nie byłoby to samo co w przypadku Karola Wojtyły...

piątek, 7 lutego 2014

Statystyka odwiedzin (2)

Wielka wojna amerykańsko-niemiecka

Jako miłośnik wszelkiego rodzaju statystyk postanowiłem po raz drugi przyjrzeć się odwiedzinom blogu pod kątem poszczególnych państw… Wiadomo, że skoro blog jest polskojęzyczny liderem musi być Polska… Podobnie jak w poprzednim rankingu (8 czerwca 2013 r.) dwa kolejne miejsca okupują Stany Zjednoczone i Niemcy… Właśnie walka tych dwóch państw jest najbardziej pasjonująca (w czerwcu na drugim miejscu było USA z przewagą zaledwie 47 odwiedzin, teraz Amerykanie pokonali Niemców zaledwie o 16 odwiedzin… ). Warto dodać, że w tak zwanym między czasie to Niemcy najczęściej zajmowały drugą lokatę… Różnice są tak minimalne, że za kilka godzin nasi zachodni sąsiedzi mogą znowu powrócić na pozycję wicelidera… Czwarte miejsce, podobnie jak w czerwcu, zajęła Wielka Brytania, która jednak jest daleko w tyle za wyżej wymienionymi, ale posiada bardzo bezpieczną przewagę nad piątą Holandią, która z kolei poprawiła się o dwie lokaty… Szóste miejsce dla Francji i jest to utrzymanie pozycji  z poprzedniego rankingu… Na siódme miejsce awansowała Irlandia i był to awans aż o trzy lokaty… Rosja pozostała na ósmym miejscu… Na dziewiąte spadła Kanada (wcześniej piąte)… Pierwszą dziesiątkę zamyka Norwegia, która awansowała na listę kosztem Włoch (w czerwcu dziewiąte miejsce)… Różnice na miejscach 5-10 nie są wielkie i w każdej chwili może nastąpić lekkie przetasowanie…

Co do innych państw to najbardziej cieszą tzw. egzotyczne, np. RPA, Kenia… Właśnie Kenia… zaobserwowałem regularne odwiedziny z tego kraju, co mnie bardzo cieszy, bo nie ma jak stali czytelnicy… Pozdrawiam czytelnika bądź czytelników z Kenii! Innych oczywiście też pozdrawiam!

Najlepsza dziesiątka (stan na 7 lutego 2014 r., godz. 10:05)

1.       Polska – 52236
2.       Stany Zjednoczone – 2955
3.       Niemcy – 2939
4.       Wielka Brytania – 1509
5.       Holandia – 308
6.       Francja – 262
7.       Irlandia – 228
8.       Rosja – 191
9.       Kanada – 174
10.   Norwegia - 101

wtorek, 4 lutego 2014

Epopeja polsko-indiańska (59)

Statek „Neptica”.

Zgodnie z zapowiedzią szlachcianki: Agnieszka Dębska i Anna Żbikowska wybrały się na nocny spacer po pokładzie… Poruszały się wolno, bały się, żeby nie natrafić na kogoś z załogi… Nie zapominały bowiem, że znajdują się na statku nielegalnie… Powoli zbliżały się w kierunku stanowiska sternika…

- No i? – zapytała szeptem Żbikowska.
- Inny jest… Nie Johan… - odparła również szeptem Dębska.

Kobiety dłuższą chwilę w milczeniu obserwowały holenderskiego sternika, po czym Żbikowska zdziwiona ponownie zabrała głos…

- Agnieszka! Jeżeli się nie mylę to ten sternik ma niebieskie uszy…
- Też mi się tak wydaje… Chyba, że to czapka?
- Nie, to nie czapka… On ma niebieskie uszy…
- Choroba jasna! Gdzie my jesteśmy?
- A jak to duch jakiś jest?
- Uciekajmy!

Dębska już chciała ruszyć do ucieczki, ale koleżanka chwyciła ją za ramię…

- Czekaj! Ktoś idzie!
- Może to mój Johan?
- Jak to Twój?
- Tak! To on! Pewnie jest zmiana sternika… Ale co oni robią?!
- Wygląda na to, że się całują! A fe!
- Jak to się całują?! Co to ma być?! Zawsze myślałam, że to mężczyzna całuje kobietę!
- Jak widać nie zawsze… Musisz sobie odpuścić tego Johana, bo nie masz szans z tym Niebieskouszym, ha ha ha…
- Nie śmiej się, to żałosne, wręcz paskudne!
- Nie przejmuj się, na szczęście jest na tym świecie wielu mężczyzn… A już mi się zaczął podobać ten niebieski Uszatek, ha ha ha…
- Lepiej wracajmy, bo ktoś nas jeszcze zobaczy… Jeden cios tej nocy już wystarczy…

Jak tylko obie kobiety zniknęły w kajucie na pokładzie pojawiła się kolejna postać… Był to Dawid Łęckowski – Szpiegu, który został wysłany przez towarzyszy z kryjówki w ścianie z misją znalezienia żywności… Szpiegu powoli skradał się w stronę kuchni… Już był blisko, ale nagle na pokładzie pojawił się Kozak Robaczenko i zaczął się przechadzać…

- Kurczę pieczone!  - mówił Kozak sam do siebie – Nie mogę spać! Może spacer po świeżym powietrzu mi pomoże?

Robaczenko spacerował już kwadrans, w końcu znalazł się w pobliżu stanowiska sternika…

- Co tutaj robisz młodzieńcze? – zapytał łamaną polszczyzną sternik Johan – Zimno ci biedaku? Może płaszcza ci użyczyć?
- Nie, nie trzeba… Spać nie mogę, tak sobie spaceruję po pokładzie…
- Ja to bym spał, że ho ho… Szkoda, że nie znasz się na sterowaniu, bo byś mnie zastąpił… skoro i tak nie śpisz…
- Mogę!
- Nie, nie… Van Guyden by mnie potem powiesił…
- No cóż… Chciałem!

Robaczenko pochodził jeszcze chwilę po pokładzie, po czym zniknął w swojej kajucie… Szpiegu odczekał jeszcze chwilę, a następnie wszedł do kuchni… Tam błyskawicznie wziął się do pracy, na stole leżało kilka świeżych ryb, ale zlekceważył je i szukał dalej… Kilka minut później usłyszał jakiś hałas, więc nie grymasząc już zgarnął ryby ze stołu i szybko opuścił kuchnię… Niebawem okazało się, że dobrze zrobił, bowiem wszedł tam kucharz Piotr Laszlo Tekieli…

- Trzeba zacząć robić zupkę rybną – mówił do siebie pogwizdując wesoło Tekieli – Niech wreszcie ta cała dzicz się w końcu naje… a jutro z Anglikiem znowu coś złowimy… Co to? Gdzie są do diabła ciężkiego moje ryby???

Kucharz długo nie mógł uwierzyć w to co zobaczył… Stół był pusty…

- Przecież wieczorem zostawiliśmy je na stole! Psia kość! Kurza twarz! Nie może tak być!

Tekieli rozłoszczony pobiegł do kajuty Anglika…

- Wstawaj Swayze, wstawaj! Nieszczęście się stało!
- Co jest? Daj mi spać człowieku…
- Wstawaj! Ryb nie ma!
- Jak to nie ma?
- Ktoś je musiał ukraść!
- Do licha! Już idę…

Kwadrans później obaj zanurzali sieci w oceanie…

- Mam nadzieję, że coś złowimy… - mówił Swayze – bo inaczej to z nas zrobią zupę…
- Boże! Kto nam te ryby buchnął? – biadolił Tekieli – Niech go kule biją! Jakbym dorwał łobuza to od razu bym go za burtę wyrzucił!

Tymczasem Szpiegu powrócił do kryjówki w ścianie…

- I co? Przyniosłeś jakieś jedzonko? – powiedział na powitanie Jaromir z Cebulewa.
- Jak nic nie masz… - wtrącił się Bartłomiej Głuchowski – to Łuszczyński potraktuje cię jak ostatnio Tylko…
- Mam, mam… - odparł z uśmiechem Szpiegu – Trzymajcie… Akurat każdemu po jednej… a jednak nie, sześć tylko mam…
- Dawaj! – zawył z dziką radością Marian Łuszczyński – Tylko nie dostanie za karę!
- Dawaj rybkę, dawaj! – cieszył się jak niemowlę Włoch Prostaccio.

Szmicior patrzył z podziwem na Łęckowskiego, aż w końcu powiedział…

- Ty, Szpiegu, to musisz być w mojej bandzie! W bandzie Szmiciora!
- Jedz, a nie gadaj! – śmiał się Głuchowski – zobacz Marian już kończy i zaraz ci zabierze, ha ha ha…

Chwilę później po rybach zostały już tylko ości… Biedny Tylko ze łzami w oczach patrzył  jak towarzysze jedli ryby…

- Mogę chociaż ości wylizać? – rzucił nagle nieśmiało.
- A liż… - odparł Łuszczyński ze śmiechem – Mało tego. Szpiegu! Idź po jeszcze…
- Nie bardzo…
- Czemu nie bardzo? Śmigaj raz dwa po kolejne rybki! Surowe, ale zawsze!
- W kuchni to tam za bardzo nic nie mają… Nie znalazłem nic poza tymi rybami właśnie…

Powoli zaczęło świtać, do kajuty Jerzego Donieckiego przyszli członkowie firmy sprzątającej…

- O co chodzi? – zapytał dowódca.
- Nudzi się nam – odparła Anna Hynowska – My nie przyzwyczajeni do takiego nieróbstwa…
- No właśnie – dodała Katarzyna Madejska – Trza nam jakąś robotę wymyśleć…
- Aha. No nie ma problemu. Przecież wy w Gdańsku statki sprzątaliście, więc roboty wam nie zabraknie… Co prawda pan Roman Więcławski za karę myje pokład codziennie, ale nie idzie mu najlepiej, ha ha ha…
- Umyjemy jak należy! – ucieszył się Wiecha.
- Hurra! – zawołał rozradowany Czarny Malik.
- Wariaty jedne! – zaklęła cicho pod nosem Alfreda Pawłowska – a tak było fajnie…

Chwilę później cała ekipa wesoło podskakując znalazła się na pokładzie. Błyskawicznie znalazły się miotły, szczotki i wszystko co potrzebne do pucowania pokładu… Nieco wcześniej Więcławski także wziął się za mycie…

- Panu już dziękujemy! – rzekła z uśmiechem Hynowska.
- Teraz my tu sprzątamy! – zawołał z niesłychaną radością Wiecha.
Więcławski nieco zdziwiony odparł…
- Naprawdę? Nie muszę już tego robić? Z nieba mi spadliście kochani!

Kajuta rycerza Krzysztofa…

- Witajcie śpiochy! – zawołał rycerz do pozostałych mieszkańców.
- Co jest? – odparł ze złością zaspany Rafał Kafałkowski – Spać jeszcze trochę…
- E tam spać… - skwitował wesoło rycerz – dzień taki piękny, trzeba się nim cieszyć, a nie czas na spanie marnować…
- To nie marnuj… - wtrącił się rozbudzony Stanisław Jochymowski – idź się przejdź po pokładzie, a nas zostaw w spokoju…
- Mam dla was propozycję …
- Jaką znowu? – zapytał Niemiec Martin Schylder.
- Brudno tu jest… Jest osoba, która tutaj może posprzątać…
- To niech przyjdzie i posprząta – powiedział z zadowoleniem Schylder.
- Ale to dodatkowo kosztuje…
- Aha. No cóż, dopisz do rachunku, trzeba tutaj trochę ogarnąć…
- W porządku. To zaraz przyślę tę osobę.
- Jak zaraz? – zawołał zdenerwowany Kafałkowski – Śpię jeszcze! Niech przyjdzie za dwie godziny!

Kwadrans później rycerz przyprowadził Alfredę…

- O, proszę, to ta kajuta… Proszę pani Fredziu na błysk ją zrobić…
- Dobra, dobra…

Kafałkowski z Jochymowskim chcąc nie chcąc musieli wstać i wszyscy opuścili kajutę…

Dowódca II wyprawy wybrał się na spacer po pokładzie i nie mógł uwierzyć własnym oczom, wszędzie było bowiem niesamowicie czysto…

- Wy to potraficie sprzątać! – zawołał z uznaniem na widok Hynowskiej.
- Staramy się panie Doniecki, staramy! Szybko nam poszło z pokładem to teraz sprzątamy w kajutach…
- Nachwalić się was nie można – powiedział rozanielony Doniecki – Więcławski to tylko lał wodą po pokładzie, a brudno było dalej.

Dowódca jeszcze chwilę pogwarzył sobie z Hynowską, a następnie poszedł do swojej kajuty, którą w między czasie zdążyła posprzątać Madejska…

Życie na pokładzie tętniło na całego, na co z pewnością wpływ miała piękna, słoneczna pogoda, ale i pięknie wypucowany pokład…

- No i co powiesz ciekawego Czarnienko? – zagadnął Włoch Roberto Gibbencione.
- A, nie wiem… - odparł Kozak – może znowu jaki zakład?
- Chętnie, chętnie… Co proponujesz?
- Chwila. Muszę się zastanowić…
- Byle jeszcze dzisiaj – wtrącił się ze śmiechem inny Kozak Jakubiczenko.
- Spokojna twoja rozczochrana – zaripostował Czarnienko – jak taki mądry jesteś to ty coś wymyśl!
- Tak?
- A tak! Pokaż co potrafisz!
- To masz! Załóżcie się o to, który…
- Tak? – zaciekawił się Gibbencione.
- … pierwszy ląd wypatrzy! – dokończył z dzikim rykiem Jakubiczenko.
- Głupiś! – skwitował żart kolegi Czarnienko – ale wymyśliłeś.
- No, dobrze…  Teraz na poważnie… Załóżcie się o to, który…
- No no…
- … mądrzejszy! – zachichotał Jakubiczenko.

Gibbencione i Czarnienko spojrzeli po sobie i jednocześnie chwycili żartownisia za nogi, a następnie powlekli w kierunku burty … związali nogi sznurem i głową do dołu przerzucili za burtę…

- No! Teraz założymy się kiedy ci krew do głowy podejdzie, ha ha ha. Jak myślisz Gibbencione?
- Ha ha ha…
- Zwariowaliście?! Przecież ja żartowałem! – darł się wściekły Jakubiczenko.
- Ja myślę, że zemdleje do pół godziny… - typował Czarnienko.
- A ja myślę, że trochę dłużej… to twarda bestia!
- Natychmiast mnie wyciągnijcie!

W tym samym momencie po pokładzie przechadzał się rycerz Krzysztof…

- Co tu się dzieje panowie? Aha… Topicie go? Bardzo dobrze, bardzo dobrze…

Rycerz nie przepadał za Kozakiem, więc ucieszył go ten widok… Zadowolony poszedł dalej…

- Dobra! Wyciągnijmy go… - powiedział po kilku minutach Czarnienko – Już mu wystarczy…

Jakubiczenko, gdy tylko znalazł się z powrotem na pokładzie chciał rzucić się na towarzyszy, ale zapomniał, że miał związane nogi i całym ciężarem grzmotnął o pokład…

- Spokojnie, spokojnie… - powiedział spacerujący nieopodal Przemysław Janczurowski – bo dziurę w pokładzie zrobisz…

Rycerz jeszcze długo spacerował, aż w pewnym momencie dostrzegł wędrownego grajka …

- Musiałek! Co z pieśnią o mnie?

Musiałek, gdy tylko to usłyszał rzucił się do ucieczki… Rycerz puścił się w pościg za nim, ale po pewnym czasie nie wiedział już, gdzie biegnie i dał sobie spokój…

- Pewnie schował się w którejś kajucie! Dopadnę go innym razem!

Nastała pora obiadowa. Kucharzowi i Anglikowi udał się połów, więc na obiad była pożywna zupa rybna… Wszyscy byli zadowoleni, bo najedli się do syta…

- Dobra zupka! – chwalił Tekielego Janczurowski – Pyszna!
- Smakowało mi wybornie! – dodał Piotr Górecki.
- Wiesz co Swayze? – zapytał Tekieli, jak już wszyscy wyszli – zostało kilka rybek jeszcze… Wiesz co musimy zrobić?
- Wiem, śpimy w kuchni. Trzeba dopaść tego złodzieja!