Mill

City

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

poniedziałek, 2 lutego 2015

Epopeja polsko-indiańska (77)

(powiązane z częściami: 71 i 72)

Skoro świt Bachula postanowił opuścić Florydę. Do łodzi zapędził związane kobiety: Kate Italian i Malwę Topollani…

- Czas wracać na Kubę! – oznajmił – Belicareza ucieszy wasz widok, a jeszcze bardziej to, że odzyska swój skarb.

Kobiety uparcie trwały w postanowieniu, że nie będą odzywać się do niego…

- Myślisz, że Tom nie żyje? – wyszeptała Malwa.
- Chyba tak. Sama widziałaś, że walczyli, a potem ten dziad wrócił.

Tom Michael jednak przeżył… Ledwie żywego znaleźli go Indianie z plemienia Seminolów i zabrali do swojej wioski, gdzie Anglik błyskawicznie odzyskiwał siły…

Łódź Bachuli śmiało pruła w kierunku Kuby… Kobiety zastanawiały się jak to możliwe, że bez wiatru potrafili tak szybko płynąć…

- Czary jakieś… - skwitowała Kate.
- Też tak myślę – odparła Malwa.

Po kilku godzinach ujrzały Kubę...

- Już niedługo moje panie staniecie przed obliczem admirała – śmiał się Bachula.

Kobiety nie zareagowały na tę zaczepkę, ale zdawały sobie sprawę, że znalazły się w strasznych tarapatach…

Gdy dopłynęli do brzegu nie zdążyli nawet wyjść na ląd, bo nagle pojawiło się dwóch Niemców z karabinami maszynowymi… Cała trójka aż zaniemówiła, trudno się dziwić byli to bowiem przybysze z XX wieku…

- Halt! – zawołał Schymann na widok zbierającego się do ataku Bachuli.

Ostrzegawczy krzyk Niemca tylko na chwilę powstrzymał Bachulę, który szybkimi susami próbował doskoczyć do przeciwników… Esesmani zaskoczeni niespodziewaną szarżą zaczęli strzelać w jego kierunku z karabinów… Zdziwiony Bachula błyskawicznie zmienił kierunek i zaczął uciekać w przeciwną stronę… Niemcy wciąż strzelali… Po chwili Bachula zniknął wśród zarośli…

- Niemożliwe! – zawołał Kastermeier – Posłałem w niego niemal cały magazynek, a on … uciekł!
- Dziwne to wszystko! – wtórował mu Schymann – Żadnych śladów krwi! Może to jakiś czarownik? Chodź do tych kobiet, ale uważajmy, bo może one są takie same!

Niemcy ostrożnie zbliżali się do łodzi, po chwili ujrzeli dwie skulone kobiety…

- Wysiadać! – wrzasnął Kastermeier

Wystraszone kobiety nie zrozumiały komendy, ale domyśliły się, że muszą opuścić łódź…

- Obserwuj je! – powiedział Schymann – Cały czas trzymaj na muszce! Ja pójdę zawiadomić majora Bauera…
- Nie musisz… Nasi już biegną.

Schymann obrócił się i faktycznie zobaczył zbliżających się towarzyszy…

- Co tutaj się stało? – wołał z daleka porucznik Roede – Słyszeliśmy wasze strzały!

Schymann przedstawił całą sytuację…

- Na pewno go trafiliście?
- Poruczniku! – zawołał z oburzeniem Schymann – Ja bym nie trafił?
- Dziwne to wszystko. Może miał kamizelkę kuloodporną? – zastanawiał się Roede, ale natychmiast to wykluczył, bo w końcu doskonale wiedział, że trafili do XVI wieku… - Bringsheim! Weź dwóch ludzi i idźcie go poszukać! Tylko uważajcie, bo cholera wie co to za jeden! W czary nie wierzę jakoś!
- Co robimy z tymi kobietami? – zapytał Kastermeier
- Bierzemy je ze sobą. Potem spróbuję je przesłuchać.
- Poruczniku! W łodzi jest skrzynia!
- Skrzynię też bierzemy…

Tymczasem w zamku…

- Nie mogę dłużej czekać! – awanturował się Juan Carlos de la Montero – Chcę udać się do tych tancerek! Zapłaciłem ci!
- W porządku – odparł spokojnie Javier Hernandez Belicarez – Dzisiaj wieczorem moi ludzie zaprowadzą cię do nich.
- Trzymam cię za słowo admirale!

Wieczorem de la Montero i dwóch zaufanych ludzi admirała wyjechało z zamku…

- Nie mogę się już doczekać ich widoku – mówił do siebie arystokrata – Zabawię się przednio!

Hiszpan nie mógł wiedzieć, że tancerki Angelina Dudeiros i Sievioretta znajdowały się obecnie w rękach Niemców…

Ledwie wyjechali na zamek przybył wysłannik królewski Andoni Arettochages …

- Co za niespodzianka! – zawołał zdziwiony jego widokiem Belicarez, a jednocześnie zaniepokoił się strasznie, bo i po co wysłannik króla zawitał właśnie do niego… Admirał bił się z myślami, ale sytuacja natychmiast wyjaśniła się…
- Brać go! – rozkazał swoim ludziom Arettochages – Javierze Hernandezie Belicarezie jesteś aresztowany z rozkazu króla!
- Jak to? Ja? Za co?
- Król nie jest zadowolony z ciebie. Za mało złota wysyłasz do Hiszpanii. Jego Wysokość uznał, że go oszukujesz! Zabieramy cię do Hiszpanii, gdzie zbierze się sąd nad twoją osobą. Twoje miejsce zajmie Pablo Gurkas, na razie tymczasowo, ale jak się wykaże będzie tutaj rządził na stałe.
- Ten Grek? On ma być lepszy ode mnie? Jestem rodowitym Hiszpanem! Moja rodzina oddała wiele zasług dla Hiszpanii!
- Ten Grek cieszy się całkowitym zaufaniem króla … w przeciwieństwie do twojej osoby! Dość tego! Do lochu go! Wypływamy za dwa dni!

Belicarez został wtrącony do lochu, Arettochages kazał zawołać Gurkasa…

- Pablo możesz objąć rządy! W imieniu króla przekazuję ci władzę na Kubie.
- Dziękuję! Obiecuję, że nie zawiodę zaufania!

Wraz z wysłannikiem królewskim na Kubę przybyło też wiele innych osób, znalazł się wśród nich także Portugalczyk Cristiano Glovantez – brat Jezuity Alfonso Glovanteza… Natychmiast po przybyciu ruszył na poszukiwanie brata, co nie było trudne… Niedługo potem bracia padli sobie w ramiona…

- Dawno cię nie widziałem Alfonso! Musiałem przyjechać!
- Dobrze zrobiłeś! Zostań ile zechcesz!
- Naprawdę?
- Tak, bracie! – potwierdził na głos Alfonso, a w duchu pomyślał – Mam nadzieję, że nie będzie to trwało wiecznie.

Bracia siedli przy stole i długo rozmawiali… Nagle ich rozmowę przerwało głośne pukanie do drzwi…

- Spodziewasz się kogoś bracie?
- Nie. Raczej nie…
- Otwierasz czy siedzimy cichutko i udajemy, że nas nie ma…?
- Otworzę…

Alfonso otworzył drzwi i aż pobladł z przerażenia…

- Yyyy… Bachula?
- No jasne, że to ja! Co się tak dziwisz?
- Nie mam… dziewicy dla ciebie… Zły będziesz!
- Teraz nie czas na to… Na Kubie są obcy… Nie mam pojęcia kim są, ale mają broń tak straszną, jakiej nikt nie ma…