Bz

City

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

wtorek, 15 października 2013

Epopeja polsko-indiańska (49)

Kontynent północnoamerykański...

- Brawo! - zawołał na powitanie Jan Pratelicki - Widzę, że moim braciom Komanczom powiodło się...
- Wszystko poszło składnie - odparł Samotny Wilk wódz Komanczów - Te psy Arapaho dały się podejść niczym baby, spali słodko, nie ponieśliśmy żadnych strat.
- A ilu Arapaho odeszło do Krainy Wiecznych Łowów? - dopytywał się Helmuth.
- Jeden - odpowiedział Polomancz Długa Strzała - Mój brat Posah Tseena postanowił pojmać wszystkich, w przyszłości weźmie za nich spory okup.
- Mądrze - skwitował Jurko.
- Apacze poszli dalej? - zapytał Samotny Wilk.
- Nie. Czekają na Arapaho - wyjaśnił Pratelicki - Co zrobisz teraz z jeńcami?
- Zostawię ich pod nadzorem 15 wojowników w bezpiecznym miejscu.
- Wkrótce Apacze zaczną szukać Arapaho... - domniemywał Helmuth.
- Nie znajdą ich - odparł krótko Komancz.

Minęło kilka dni...
Obóz Apaczów.

- Przyczajony Lis wciąż nie wraca - irytował się Cichy Bawół wódz Apaczów Lipan.
- Czyżby Kiowowie mu uciekli? - rzucił Śmiały Lis wódz Apaczów Mescalero.
- A może... - rozpoczął nieśmiało Bizoni Róg wódz Apaczów Lipan.
- Kiowowie ich pokonali? - dokończył Ciężki Kamień wódz Apaczów Mescalero.
- Przecież było ich dwukrotnie więcej... - dziwił się Wielki Łoś wódz Apaczów Jicarilla.
- A jeśli Kiowów było jednak więcej w okolicy? - wysunął przypuszczenie Czerwony Ogień wódz Paunisów.
- To wszystko jest jakieś dziwne - wypalił nagle Śmiały Lis - Niepokoi mnie, że nasi zwiadowcy nie wracają  z wioski Polomanczów... Teraz nie wracają Arapaho...
- Co proponujesz bracie? - zapytał Bizoni Róg.
- Nie możemy się rozdzielać, bo kto odłącza się od głównych sił przepada bez wieści...
- Mój ojciec ma rację - wtrącił się Ciężki Kamień - Mam propozycję....
- Mów Ciężki Kamieniu- zachęcał go Cichy Bawół.
- Wydaje mi się, że jesteśmy obserwowani. Wróg widzi, jak wyruszają nasi zwiadowcy i ich przejmuje! Inaczej nie się tego wytłumaczyć, bo do tej pory nie wróciła żadna grupa! Trzeba wysyłać pojedynczo najlepszych zwiadowców i nawet jeśli część z nich zostanie pochwycona to w końcu jeden, dwóch, może trzech dowie się o co w tym wszystkim chodzi i wróci nas o tym powiadomić...
- Ale gdzie mają iść? - zapytał Czerwony Ogień - Do wioski Polomanczów czy szukać Arapaho?

Długo jeszcze trwała narada, ostatecznie przyjęto pomysł młodego wodza Mescalero i wytypowano najlepszych zwiadowców, a następnie w największej tajemnicy zaczęli oni w różnych odstępach czasowych opuszczać obóz...

Minęło kolejnych kilka dni...

- Apacze wciąż obozują - dziwił się Jan Pratelicki.
- Nie wiedzą co się dzieje - wyjaśniał Michał Potylicz - Nie wracają zwiadowcy, Arapaho...
- No, ale nie będą przecież tutaj tak wiecznie siedzieć...
- Też tak myślę...
- Ojcze! - zawołał zbliżający się Mieszko I.
- Co się stało Mieszko?
- Wieści z wioski! Przybył Władysław Łokietek...
- Niech przyjdzie! Niech przyjdzie jak najszybciej!

Chwilę później Łokietek siedział już przy ojcu i Potyliczu...

- Mów!
- W odległości pół dnia jazdy konno od wioski widziano Hiszpanów!
- Tych jeszcze tutaj brakowało! - zawołał siedzący nieopodal Helmuth.
- Idą na wioskę? - dopytywał się Potylicz.
-  Nie. Wygląda na to, że ją ominą...
- Ilu ich jest?
- 200, ale wszyscy konno, w lśniących zbrojach i doskonale uzbrojeni.
- Co będzie jeśli jednak natrafią na wioskę? - niepokoił się Helmuth - Mamy tam zaledwie garstkę wojowników, reszta to kobiety, dzieci i starcy...
- Ujęliśmy dwóch Apaczów - dodał nagle Łokietek - Zwiadowcy. Wyglądało na to, że działali w pojedynkę.
- Apacze wciąż wysyłają zwiadowców - zastanawiał się Potylicz - wygląda na to, że teraz pojedynczo, żeby łatwiej im było się przebić... Trzeba zwiększyć czujność i spróbować ująć powracających zwiadowców. Nie wiadomo ilu ich wysłano...
- Robi się gorąco panie Michale - roześmiał się nagle Pratelicki - Z jednej strony Apacze, z drugiej Hiszpanie...
- Przynajmniej coś się dzieje - odparł, także ze śmiechem, Potylicz
- Mi nie jest do śmiechu! - zawołał zdenerwowany Helmuth - Martwię się wioskę. Jeśli Hiszpanie ją odnajdą to będzie rzeź bezbronnych kobiet i dzieci!
- Cały czas ich obserwujemy - uspokajał Łokietek - w razie niebezpieczeństwa przeniesiemy mieszkańców na Niedźwiedzią Górę. Tam Hiszpanie nigdy ich nie znajdą...
- Czułbym się lepiej, gdyby oni już tam byli... - skwitował Niemiec.
- Posłuchaj! Helmuth! - powiedział Pratelicki - Weź kilku ludzi i jedź tam!
- Jadę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz