Bz

City

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

poniedziałek, 20 maja 2013

Epopeja polsko-indiańska (38)

Gdańsk.

Wielka była radość Donieckiego na widok rycerza Krzysztofa i pozostałych, którzy zjawili się w karczmie "Pod Złotym Bocianem" cali i zdrowi.

- Cieszę się rycerzu, że się odnalazłeś! Nic ci nie jest?
- Strasznie mnie torturowali, ale byłem dzielny i nic ze mnie nie wydusili...
- Też mi tortury! Raptem dwa razy batem dostałeś... - wtrącił złośliwie Jakubiczenko.
- Widzę, że - zaśmiał się dowódca - nadal sobie słodzicie panowie... Najważniejsze, żeś żyw rycerzu, a i pozostali uszczerbku żadnego nie zaznali.

Po tych słowach Doniecki dał znać by Tomasz Szlachtowski i Mariusz Roch Kowalski poszli za nim.

- Pojedziecie zaraz na skład do Schyldera. Macie tutaj listę co trzeba zamówić. Ceny dobre uzgodnijcie, a właścicielowi powiedzcie, żeby to wszystko było gotowe za dwa dni. Ja tymczasem jadę do portu, jeszcze raz obejrzeć statek i porozmawiać z kapitanem. Gdy transporty od Schyldera zaczną nadchodzić do portu chcę byście tam byli i wszystkiego dopilnowali. Raz by sprawdzić czy Schylder wysyła co trzeba, dwa bo nie ufam temu holenderskiemu kapitanowi.

Gdy wyszli z pokoju Donieckiego Szlachtowski poczuł, że ktoś chwyta go za rękę. Zaskoczony rozpoznał szlachciankę Andżelikę Koszyńską.

- Proszę za mną panie Tomaszu...

Po chwili znaleźli się w jej pokoju...

- Nie godzi się tak wchodzić do komnaty niewiasty - powiedział zawstydzony Szlachtowski.

Kowalski, bo poszedł z ciekawości za nimi, uśmiechnął się tylko i czekał na dalszy rozwój wypadków...

- Zaraz panom wszystko wyjaśnię... Panie Tomaszu pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę?
- Coś tam pamiętam - wybełkotał zaskoczony Szlachtowski.
- A to, że spełni pan każde moje życzenie?
- No tak, ale to jeszcze zależy jakie...
- Już wyjaśniam. Mój kuzyn, a wasz dowódca, nie chce zgodzić się na mój udział w wyprawie. To jest moje życzenie!
- ???
- Wycofujesz się waćpan?
- ??? - Szlachtowski zbladł straszliwie, nie mógł wymówić słowa, ale w końcu wypalił - To... to... niemożliwe!

Szlachcianka spojrzała na niego takim wzrokiem, że poczuł uginanie nóg...

- Doniecki mnie zabije, jak się o tym dowie... Proś o co chcesz, ale nie o to!
- Dowie się już na miejscu jak nas wszystkie zobaczy...
- Na miejscu? Wszystkie?
- Pokażcie się waćpanny!
- ???

Z sąsiedniego pomieszczenia wyszły trzy kobiety...

- Od prawej Kinga Kabatowska, Anna Żbikowska i Agnieszka Dębowska.
- Oszalałyście waćpanny! - zawołał Szlachtowski.
- Ciszej panie Tomaszu, bo jeszcze kuzyn usłyszy...
- Za mąż wam iść i dzieci rodzić - wtrącił się Kowalski - a nie szukać przygód Bóg wie gdzie!
- To jak będzie panie Tomaszu - kontynuowała Koszyńska - Jak się nie zgodzisz to obiecuję, że do końca życia słowem się do waćpana nie odezwę!

Szlachtowski nie był przygotowany na taki szantaż, czuł że zaczyna powoli ulegać, ale zdecydował się jeszcze odpowiedzieć w miarę stanowczym tonem.

- Nie mogę!

Szlachcianki odwróciły się do ściany i zaczęły płakać. Trwało to wszystko dłuższą chwilę, w końcu Szlachtowski zwrócił się do Kowalskiego.

- Ratuj przyjacielu! Co mam robić? Co mam robić?
- Rób co chcesz, jak to się wyda, a bądź pewien, że się wyda, to ja o niczym nie wiedziałem, rozumiesz?
- Jak to sobie wyobrażasz Andżeliko? - zapytał Szlachtowski.

Koszyńska odwróciła się i odparła z uśmiechem...

- Normalnie. Schowamy się w waszej kajucie i wysiądziemy dopiero na miejscu. Nie bój się, ubłagam potem Jerzego, żeby wam nic nie zrobił...
- Przypominam, że ja o niczym nie wiem - żachnął się Kowalski.
- Jak to w naszej kajucie? - zdziwił się Szlachtowski - skąd wiadomo, że będziemy mieć kajutę i ilu nas w niej zakwaterują?
- Kuzyn mówił mi, że na statku jest wiele kajut, spokojnie wystarczy by w każdej umieścić dwóch szlachciców.
- Ale nas będzie szóstka! Jak to sobie wyobrażacie?
- Normalnie. Pomieścimy się...

Obaj szlachcice wychodzili z pokoju z bardzo nietęgimi minami...

- Jak mogłeś się na to zgodzić? Przecież to szaleństwo! Wyda się prędzej czy później!
- Hmm, nie wiem, jak słyszę kobiecy płacz to nie mogę się sprzeciwić...
- One płakały na zawołanie głupcze! Ja o niczym nie wiem, pamiętaj!

Godzinę później obaj dotarli do składu Niemca Martina Schyldera. Długo nie mogli nikogo znaleźć.

- Dziwne. Nikogo nie ma... - zastanawiał się Kowalski.
- Halo! - zawołał Szlachtowski - Jest tu kto?

Za rogu ukazał się jakiś człowiek...

- Nie trzeba tak krzyczeć, głuchy nie jestem! Słucham, w czym mogę pomóc? Rafał Kafałkowski jestem.
- My od Donieckiego, duże zamówienie chcemy złożyć.
- To najlepiej prosto do Schyldera, duże zamówienia on sam realizuje.
- Gdzie jest?
- Wróci za godzinę.
- Szkoda nam czasu. Może ktoś nam poda chociaż wstępne ceny?
- Ja już kończę pracę na dzisiaj, od wstępnych cen jest Stanisław Jochymowski.
- A on gdzie jest?
- Stanisław! Stanisław!
- Co znowu? - wyglądnęła jakaś postać na samym końcu magazynu.
- Klienci od Donieckiego przyszli.
- Niech poczekają, zajęty na razie jestem! - odparł Jochymowski i wrócił w to samo miejsce z którego się wyłonił.
- Musicie poczekać - powiedział Kafałkowski - innego klienta jeszcze ma.
- Ja już czekam przeszło godzinę... - wtrącił inny mężczyzna.
- A pan to kto? - zapytał Kowalski.
- Wojciech Kaliski. Zboże przywiozłem na skład...
- Spokojnie tam! - zawołał Jochymowski - zaraz przyjdę, nie rozdwoję się przecież! Trochę cierpliwości! Pilne sprawy mam!

Powiedziawszy to wrócił do stołu przy którym siedział ze szlachcianką Agatą Piątkowską.

- Kto teraz rzuca pani Agato? Pograć człowiekowi w kości nawet nie pozwolą! Co za czasy!
- Teraz pan rzuca.

Jochymowski potrząsnął kośćmi i rzucił. Wypadły dwie jedynki...

- Szlag by to trafił! Znowu przegrałem! To wszystko przez nich, bo się człowiek śpieszy!
- Kiedy rewanż?
- No jak to kiedy? Od razu!
- A klienci?
- Co klienci? Niech czekają!

Minął kwadrans, potem drugi...

- Zaraz tam pójdę po niego! - wściekał się Kowalski - za uszy go tutaj przyprowadzę!

Kowalski już powoli kierował się w stronę, gdzie urzędował Jochymowski, ale niespodziewanie pojawił się Schylder.

- Witam waszmościów!

Kupiec najpierw musiał wysłuchać pretensji, następnie przeprosił i powiedział:

- Panie Kaliski! Zboże niech rozładują tam, gdzie zwykle. No przecież nie pierwszy raz jest pan u nas!
- No dobrze, ale byliśmy też umówieni na zaległą zapłatę!
- Czy ja panu kiedykolwiek nie zapłaciłem? Niech rozładują, załatwię tutaj z panami i będzie rozliczenie.

Kaliski z oporami, ale wyszedł i kazał swoim ludziom rozładowywać zboże...

- Dajcie listę panowie... No... widzę, że konkretne zamówienie. Na kiedy?
- Doniecki chce, żeby transporty poszły do portu za dwa dni...
- Nie ma żadnego problemu... Zaraz uzgodnimy ceny i wszystkie szczegóły.

Targi trwały długo, ale wreszcie strony osiągnęły konsensus i obaj szlachcice udali się w powrotną drogę do karczmy. Schylder rozliczył się szybko z Kaliskim, po czym ruszył na koniec składu... Zjawił się akurat w momencie, gdy gra już była zakończona, a Piątkowska zbierała się do wyjścia... Gdy wyszła ruszył na Jochymowskiego.

- Tyle razy ci mówiłem, że klient jest najważniejszy! Kaliskim się nie przejmuję, że czekał, ale ludzie Donieckiego przynieśli wielkie zamówienie, a ty sobie w kości z Piątkowską grasz? Łotrze, nikczemniku jeden, z torbami nas puścisz!
- E, tam, nic się znowu takiego nie stało...
- Nic się nie stało?! Dawaj te kości! A jak Piątkowską jeszcze raz tu zobaczę to popamiętasz!

Tymczasem Doniecki dotarł do portu, wypatrzył go z daleka kapitan Dirk Van Krupenhoff i zszedł ze statku na powitanie kłaniając się nisko...

- Statek doprowadzony do porządku? - zapytał na wstępie Doniecki.
- Oczywiście, jeszcze kończą sprzątanie, ale zmienił się nie do poznania... Zapraszam na pokład.

Gdy nań weszli, Doniecki z zadowoleniem zobaczył błyszczący się w słońcu pokład...

- No i co? Można? Jak się chce... Co to za ludzie są?
- Wynająłem ich, specjalizują się w sprzątaniu okrętów...
- No i widać efekty! A kajuty?
- Jeszcze sprzątają...
- Dobrze, chodźmy popatrzeć...

Już w pierwszych kajutach natknęli się na Katarzynę Madejską i Annę Hynowską...

- To są właśnie te panie, które mi tak pomogły...
- Witam, no widzę, że wykonałyście tutaj kawał dobrej roboty... nie poznaję tego statku, a byłem tu niedawno...
- Staramy się - odparła z uśmiechem Madejska.
- Dbamy o klienta, bowiem wiele zleceń dostajemy właśnie z poleceń - dodała Hynowska.

Doniecki sprawdził też inne kajuty i pomieszczenia, zaglądnął wszędzie i był bardzo zadowolony z efektów.

- Proszę panie Van Krupenhoff - powiedział na zakończenie - oto zasłużona zaliczka. Za dwa dni przyślę tutaj swoich ludzi, załadunek się zacznie, niedługo wypływamy!

Gdy tylko Doniecki oddalił się, Holender podszedł do obu kobiet...

- No i co? Mówiłem, że będzie zadowolony. Proszę oto połowa wynagrodzenia...
- Dlaczego tylko połowa? - warknęła Madejska.
- Jeszcze wam trochę przecież zejdzie. Jak skończycie dostaniecie resztę.
- Niech będzie!
- Jakiś problem szefowe? - zapytał zza drzwi wysoki mężczyzna.
- Nie, Czarny Maliku - powiedziała Hynowska  - Jak wam idzie?
- Ja już skończyłem, ale Morawiec i Wiecha jeszcze nie, pomogę im.
- Dobrze, tak zrób.
- Aha, Alfreda was prosi pod pokład, bo nie wie co ma dalej robić...
- Już tam zejdziemy.

Kapitan poszedł do swojej kajuty, a obie kobiety zeszły pod pokład.

- Co się stało Alfredo? - zapytała Madejska.
- Kończę już, ale tam na końcu jest jeszcze jedno pomieszczenie, nikt tam nie sprzątał, śmierdzi stamtąd strasznie, ale wejść się nie da, bo zamknięte na klucz...
- Idę zapytać Holendra. Zaraz to otworzymy. Ania, zobacz może uda wam się tam wejść.

Hynowska podeszła bliżej, próbowała otworzyć, ale po chwili zrezygnowała...

- Nie da rady, trzeba kluczem...
- Pani Anno...
- Tak, Alfredo?
- Śmierdzi stamtąd strasznie i jakieś dziwne dźwięki dochodzą... Jakby jakieś stękanie... Brrr...
- Tam nie sprzątać! - krzyczał z daleka Van Krupenhoff.
- Dlaczego? - zapytała Hynowska - Śmierdzi okropnie przecież!
- Nie sprzątać! Dobrze jest!
- Jak pan chce...

1 komentarz:

  1. Anonimowy16:27

    Autor który pisze tą powieść musi mieć mase pomysłów fajnie się czyta i są tez fajne postacie oby więcej takich powieści

    OdpowiedzUsuń