Bz

Rai

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

sobota, 18 maja 2013

Epopeja polsko-indiańska (37)

Gdańsk.

Wczesnym rankiem u Donieckiego pojawił się angielski tropiciel Martin  Swayze.

- I co? Znalazłeś rycerza Krzysztofa?
- Tak!
- Doskonale. Gdzie jest?
- Prusacy pojmali go, trzymają go pod Gdańskiem, starej szopie.
- Ilu ich jest?
- Sześciu.
- Weź piętnastu ludzi i jedźcie go uwolnić.
- Co mamy zrobić z Prusakami?
- Hmm... Poturbujcie ich porządnie i tyle. Niepotrzebni nam kolejni jeńcy. Niedługo ruszamy. Aha, koniecznie weź ze sobą starszego Światłoniewskiego, niech się wyszumi.

Kwadrans później Swayze z grupą szlachty jechał uwolnić rycerza Krzysztofa.

Rycerz przetrzymywany był starej szopie...

- Słuchaj no gagatku! - denerwował się kapitan Von Kruge - mieszasz się w zeznaniach! Kręcisz coś! Kiedy ma nastąpić atak na Prusy? Kiedy wybuchnie powstanie?
- Mówiłem już przecież - odparł znudzony Krzysztof - nie ma jeszcze decyzji, o wszystkim decyduje król, a nie ja przecież.
- Ktoś wam musi pomóc w Prusach - zastanawiał się Prusak - powiedz kto, zdradź wszystkie kontakty! Pamiętaj, że tylko współpracą z nami zapewnisz sobie przeżycie!
- Nie wiem. Tylko Doniecki jest wtajemniczony w takie szczegóły...
- Zaraz sobie przypomnisz jak dostaniesz solidną porcję batów! Moja cierpliwość się już kończy! Przyjdę tutaj za godzinę i jak dalej nic nie powiesz to żarty się skończą. Oddam cię w ręce Brennera, a on już z ciebie wyciśnie co trzeba!

Rycerz Krzysztof od samego początku niewoli u Prusaków postanowił trzymać się wersji, którą wymyślił Doniecki, a którą już raz sprzedał Prusakom. Czyli, że Doniecki i jego ludzie popłyną statkiem do Prus by wywołać tam powstanie przeciw Hohenzollernowi.

Tymczasem Swayze z pozostałymi znalazł się w pobliżu szopy.

- Atakujemy? - zapytał Baliczenko.
- Nie. Byłem tutaj wieczorem, więc najpierw trzeba sprawdzić czy nadal jest ich tylko sześciu.
- Co za różnica? - dziwił się Kozak - wpadamy znienacka i tniemy co pod szablę podlezie!
- Spokojnie - tłumaczył Anglik - a jak w międzyczasie przybyło tutaj więcej Prusaków? Co wtedy? Wielu z nas może zginąć!
- Dla nas śmierć niestraszna! - wtrącił się Kotaszenko - jak się boisz to zostań tutaj, a my sami ich załatwimy z Baliczenką!
- Obaj dawno nikogo nie zabili - wyjaśniał Anglikowi Kaczmarenko - dlatego tak ochoczo rwą się do walki.
- Doniecki mówił, żeby ich tylko porządnie poturbować, a nie zabijać...
- E tam, a co to za różnica? - żachnął się Baliczenko.
- No, zasadnicza...
- Cicho! - syknął Krzysztof Połniakowski - pogadać sobie przyszliście czy co? Co proponujesz Swayze?
- Podkradnę się i dokładnie ich policzę. Jeżeli będzie ich faktycznie tylko sześciu wtedy podejdziemy po cichu pod szopę i zaatakujemy ich. Mamy przewagę, więc powinni się poddać.
- No i tak zrobimy - zgodził się Połniakowski - Idź!

Kilka minut później Anglik znalazł się przy szopie, przez szpary dostrzegł rycerza Krzysztofa, który był przywiązany za ręce do belki umiejscowionej na poddaszu. W szopie było pięciu Prusaków, szósty pełnił wartę przed szopą.

- I co? - zapytał wracającego tropieciela Połniakowski.
- Sześciu.
- No to podchodzimy.
- Najpierw, po cichu, trzeba zdjąć wartownika.
- Dobrze, biorę go na siebie.
- Pójdę z tobą - zaoferował się Pastuszenko.
- Poradziłbym sobie - rzucił Połniakowski - ale dobrze, będziesz mnie asekurował.

Nagle z szopy doszedł krzyk...

- To rycerz - stwierdził Piotr Górecki - kiedyś tak samo wołał przez sen.
- Biją go - dodał Swayze - ruszamy!
- Ja bym poczekał z kilka minut - wtrącił Jakubiczenko - zarozumiały strasznie jest, jak trochę oberwie to mu wyjdzie na zdrowie...

Złośliwa sugestia Jakubiczenki nie znalazła jednak zrozumienia u pozostałych. Chwilę potem Połniakowski unieszkodliwił strażnika i cała grupa znalazła się pod szopą.

- Wchodzimy! - rozkazał Swayze.

Prusacy byli tak zaskoczeni, że nie próbowali nawet stawiać oporu. Szybko zostali rozbrojeni i skrępowani. Uwolniono rycerza, który nie skąpił podziękowań.

- Swayze! - zawołał Kotaszenko.
- Co jest?
- Wiesz co!
- No przecież nie będziemy ich zabijać, poddali się w końcu!
- Zgoda, jakoś to przeżyję, że nikogo nie zabiję, ale sam mówiłeś, że Doniecki kazał ich porządnie poturbować.
- Tak mówił.
- Chcę ich poturbować!
- Ja też! - wrzasnął z dziką radością Baliczenko.
- I ja!
- Związani są przecież... Tak się nie godzi... - dziwił się tropiciel.
- To się ich rozwiąże - ryknął śmiechem Kotaszenko.
- A ja - wtrącił się Jacek Światłoniewski - zajmę się tym co bił rycerza, ha ha ha.
- To już po nim! - skomentował to Czarnienko.
- Róbcie co chcecie, ja w tym nie uczestniczę - powiedział Swayze i wyszedł z szopy.

Nie wszyscy chcieli uczestniczyć w biciu Prusaków. Ostatecznie w szopie pozostali Kozacy Kotaszenko i Baliczenko, którzy po kolei bili Prusaków oraz starszy Światłoniewski, który przywiązał Brennera dokładnie w ten sam sposób, w jaki on wcześniej rycerza Krzysztofa i zaczął go okładać batem. Po godzinie trójka wyszła z szopy pozostawiając w środku szóstkę skatowanych Prusaków. Następnie cała grupa udała się w drogę powrotną do karczmy "Pod Złotym Bocianem".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz