Bz

Rai

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

piątek, 26 kwietnia 2013

Epopeja polsko-indiańska (33)

- Są! - zawołał Mieszko I - Mają Białego Skunksa!
- Dobrze, schodź już na ziemię - krzyknął Bolesław Krzywousty do brata zajmującego stanowisko obserwacyjne na drzewie - Ja biegnę przekazać wiadomość ojcu.

Trzy kwadranse później Ciężka Ręka i Bolesław Chrobry siedzieli już przy ognisku obok Pratelickiego.

- Dobrze się spisaliście. Apacze jednak z pewnością ruszyli w pościg...
- Nie ma co się nimi przejmować ojcze - odparł Chrobry - Ciężka Ręka tak nas prowadził, że muszą zgubić trop.
- Domyślam się, że Ciężka Ręka nie zaniedbał niczego by wyprowadzić wrogów w pole, ale nigdy nie ma zupełnej pewności. Zastanawiam się czy Apacze przejrzą nasz podstęp, że niby uciekaliście z Białym Skunksem na północ, czyli w przeciwnym kierunku niż wioska Polomanczów.
- Ich podejrzenia spadną na plemiona z północy - powiedział z przekonaniem Ciężka Ręka - nie będą ryzykować zatargu z Komanczami, Arikara czy Assiniboinami. Mają teraz jasny cel. Zniszczyć nas!
- Ilu ich dokładnie jest?
- Łącznie z Arapaho i Paunisami naliczyłem prawie 1500 wojowników.
- To wielka siła - zasmucił się Pratelicki - nie mamy z nimi żadnych szans, na jednego naszego przypada siedmiu, ośmiu wrogów! Jedyna nasza szansa to obrona w wiosce Polomanczów, która została wspaniale ufortyfikowana, ale i tak będziemy musieli w końcu ulec przeważającym siłom... Wiadomo, że mamy lepsze uzbrojenie, więcej koni, ale przewaga wroga jest zbyt wielka by mieć jakiekolwiek złudzenia...
- Mamy się poddać ojcze? - zawołał Chrobry.
- Tego nie powiedziałem. Zresztą wtedy i tak nie uniknęlibyśmy śmierci. Lepiej zginąć jak mężczyzna, w walce, z bronią w ręku!
- Dobrze powiedziane! - rzekł zbliżający się akurat Potylicz - Będziemy walczyć, trzeba będzie jeszcze bardziej wzmocnić fortyfikacje w wiosce, poza tym przygotujemy różne "niespodzianki" dla wrogów.
- Jakie? - zainteresował się Pratelicki.
- Wszystko w swoim czasie Janie... - odparł tajemniczo Potylicz - Ale na pewno możemy ich zaskoczyć, nie znają bowiem europejskich sposobów prowadzenia wojen...
- Ojcze! - zawołał Mieszko I - Długa Strzała wrócił!
- Niech przyjdzie - ucieszył się Pratelicki.

Polomancz Długa Strzała opuścił wioskę już jakiś czas temu. Pojechał, jak co roku, spotkać się ze swoim bratem Komanczem Samotnym Wilkiem. Obaj byli synami wodza Komanczów Tłustego Brzucha. Długa Strzała wiele lat temu popadł w niełaskę ojca i został przepędzony z rodzinnej wioski. Młodszy brat był z kolei ulubieńcem ojca i od pewnego czasu pełnił także funkcję wodza.

- Jak spotkanie z bratem? - zapytał na wstępie Pratelicki.
- Dobrze. Posah Tseena (w języku Komanczów - Samotny Wilk) przybył na południe nie tylko na doroczne spotkanie ze mną, ale także z zamiarem zdobycia koni. Na północ coraz częściej docierały wieści o tych zwierzętach. Nasz ojciec nie zabronił mu spotkania ze mną, ale zażądał by bez koni nie wracał.
- Tłusty Brzuch pożąda nasze konie? - zdziwił się Helmuth, który w międzyczasie zbliżył się do ogniska.
- Nie. Samotny Wilk zataił to przed nim. Nawet do Komanczów dotarła już wieść o Hiszpanach i to ich konie chcą posiąść. Powiedziałem też bratu o naszych problemach z Apaczami...
- Mów dalej Długa Strzało - powiedział zachęcająco Pratelicki.
- Chce nam pomóc, a w zamian chce koni Apaczów i udział w łupach.
- Apacze mają raptem kilka koni - wtrącił się Potylicz - czy to zadowoli Samotnego Wilka?
- On wie o tym. Pomoże nam pokonać lub przynajmniej odeprzeć Apaczów, a potem ruszy dalej na południe.
- Ilu wojowników jest z Samotnym Wilkiem? - zapytał Helmuth.
- Czterystu.
- Proponuję przyjąć pomoc Komanczów - odezwał się po chwili namysłu Pratelicki - wciąż będzie nas co prawda zbyt mało wobec liczby nieprzyjaciół, ale obrona wioski wydaje się już znacznie bardziej realna. Zwłaszcza, że mamy przewagę w koniach i broń palną.

Kwadrans później Pratelicki spotkał się na osobności z Potyliczem...

- Doskonale się złożyło panie Michale!
- Też tak myślę. Można ufać tym Komanczom?
- Sądzę, że tak. W końcu ich wodzem jest brat Długiej Strzały. Oczywiście musimy z nimi wypalić fajkę pokoju. Nie chciałem mówić przy Helmucie, bo mógłby to źle odebrać i nawet się obrazić, ale nie tylko moim zdaniem Komancze są znacznie lepsi w walce od Apaczów. Oceniłbym to tak, że 400 Komanczów jest wart tyle co 550-600 Apaczów. Oni po prostu wojnę wyssali z mlekiem matki.
- Nie boisz się Janie, że w przyszłości Komancze, podobnie jak teraz Apacze, zwrócą się przeciw wam?
- Nie można wszystkiego przewidzieć, ale póki co możemy im ufać...
- Słyszałeś, że Tłusty Brzuch wysłał ich po konie... My ich mamy znacznie więcej od Apaczów...
- Samotny Wilk nie wystąpi przeciw bratu...
- On nie, ale jak wrócą do rodzinnej wioski, Tłusty Brzuch może dowiedzieć się od innych o naszych koniach...
- Zobaczymy panie Michale co pokaże przyszłość... Teraz jednak Komancze spadli nam z nieba i byłoby samobójstwem odrzucić ich pomoc...Muszę cię zapytać o coś innego, ale obiecaj, że odpowiesz szczerze...
- Śmiało!
- Co wy właściwie tutaj robicie?

Potylicz popadł w zadumę, ale czuł, że tym razem nie będzie mógł wykręcić się byle czym. Poza tym zdążył już polubić Pratelickiego, więc po namyśle powiedział...

- Wszystko zaczęło się od tego, że do Europy poczęły docierać wieści o hiszpańskich sukcesach w Nowym Świecie, o niezliczonych bogactwach, które zaczęły spływać szerokim strumieniem do Hiszpanii. Złoto, srebro, rozumiesz?
- Doskonale. Polska chce też coś utknąć z tego tortu?
- Właśnie!
- Powiem ci tak panie Michale... My tego nie mamy... To znaczy niektórzy Indianie znają miejsca, gdzie leży złoto... My go nie potrzebujemy... Nie interesowałem się nim w ogóle dotąd... Tutaj o wiele ważniejszy jest koń, broń, kobieta, skóry, futra i to, żeby mieć pełny brzuch.
- Wiem, wiem...
- Kiedyś w potoku przypadkowo znalazłem kilka bryłek złota. Mam je w domu. Nawet nie sprawdzałem czy jest tam tego więcej. Czy o takie skarby wam chodzi?
- Hiszpanie na południu trafili na Azteków i Inków, plemiona te miały wiele złota w swoich miastach. Hiszpanie szybko ich podbili.
- Kto was wysłał? Król?
- W sumie to magnaci, ale za wiedzą i zgodą króla.
- Będą kolejni Polacy?
- Wszystko zależy od tego, jak nam pójdzie. Statek jest w drodze do kraju, chociaż może i już dopłynął na miejsce. Wtedy mają wyruszyć następni. Gdy tutaj dotrą przekażę kapitanowi Rokoszowi listy do króla i magnatów.
- Czyli Polska chce założyć tutaj kolonię?
- Tak...
- Zdajesz sobie sprawę, że wcześniej czy później doprowadzi to do wojny z Hiszpanią?
- Tak. Oni traktują Nowy Świat jako swoją własność...
- A co z Indianami? To przecież ich kraj. Tutaj żyją nie tylko Apacze, Komancze, ale także inne plemiona... Nie będą spokojnie patrzeć, jak zabieracie ich ziemię...
- Wiem Janie, ale taka jest wielka polityka, takie jest życie.
- Indianie kochają wolność, nikomu nie uda się zamienić ich w chłopów... Ani Hiszpanom, ani Polakom...
- Widzę, że okrutnie się zdenerwowałeś Janie...
- Nie... Może trochę. Wolę jednak by w tych stronach osiedlili się moi rodacy niż Hiszpanie... Nawet gdybyście się nie pojawili to prędzej czy później oni by tutaj dotarli...

Wieczorem Długa Strzała sprowadził Komanczów, z którymi wypalono fajkę pokoju. Następnie zaproszono ich wodza Samotnego Wilka na naradę wojenną...

- Proponuję wrócić do wioski - rozpoczął Helmuth - tam będziemy mieli najlepsze warunki by odeprzeć atak.
- Komancze nie będą uciekać przed tym psami Apaczami! - zawołał buńczucznie Samotny Wilk.
- Co więc proponujesz? - zapytał Jurko - Mają przecież przewagę liczebną, nie możemy ich przecież otwarcie zaatakować.
- Jeden Komancz jest więcej wart niż pięciu Apaczów! - powiedział już spokojniej wódz Komanczów - będziemy ich kąsać z ukrycia, a gdy będą już dostatecznie osłabieni, zaatakujemy i zniszczymy, a ich skalpy ozdobią nasze pasy!
- Wiele będzie zależało od taktyki Apaczów - wtrącił się Pratelicki - Jeżeli będą trzymać się razem to taka walka podjazdowa nie przyniesie zbyt wielkich rezultatów. Najlepsze co możemy zrobić to doprowadzić do tego by się rozdzielili i atakować mniejsze grupy. Podstępem można więcej zdziałać niż szaloną odwagą.
- Mój brat dobrze mówi - powiedział Samotny Wilk - Potwierdzają się słowa Długiej Strzały, że jesteś mądrym wodzem i cenisz życie swoich wojowników, by ich niepotrzebnie nie tracić.

Ostatecznie postanowiono obserwować wymarsz Apaczów, czekać na okazję do zaatakowania mniejszych grup, jeżeli by takie oddzieliły się od głównych sił. Gdyby jednak wrogowie jechali wciąż w jednej, wielkiej grupie, przygotowano różne propozycje by to zmienić. Planowano maksymalnie osłabić wroga zanim Apacze dotrą do wioski Polomanczów, gdzie wstępnie miała się odbyć główna bitwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz