Bz

Rai

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

sobota, 6 kwietnia 2013

Epopeja polsko-indiańska (28)

Gdańsk.

Po powrocie z wycieczki cała szóstka zameldowała się u Donieckiego, rycerz Krzysztof wręczył mu listy od magnatów i oznajmił:

- Muszę panu donieść, że pomimo zakazu poszedł z nami także Jakubiczenko!

Doniecki zadowolony z otrzymania listów i przybycia krewnej  odparł łagodnie...

- Faktycznie Jakubiczenko złamał rozkaz, ale dzisiaj jestem w dobrym humorze, dlatego jako karę wyznaczam mu godzinną wartę przed karczmą...
- Taka kara to żadna kara! - uniósł się rycerz - wykazał się wysoką niesubordynacją!
- To co, w dyby mam go kazać zakuć? - roześmiał się Doniecki.

Rycerz Krzysztof nie odparł nic, ale nie był absolutnie zadowolony z takiego obrotu sprawy. Gdy natomiast wyszli z pokoju dowódcy Jakubiczenko spojrzał mu w oczy i powiedział z uśmiechem na ustach...

- Idę odbębnić tę karę rycerzu... ha ha ha.

- Jakubiczenko! Do mnie! Obaj! - zawołał Doniecki, który usłyszał tę rozmowę.

Gdy obaj znaleźli się ponownie przed obliczem dowódcy...

- Do momentu wypłynięcia - oznajmił dowódca stanowczym tonem - nie wprowadzałem żelaznej, wojskowej dyscypliny. Wierzcie mi jednak, że od chwili postawienia nogi na pokładzie statku to się zmieni. Rycerz Krzysztof ma rację, źle zrobiłeś idąc bez rozkazu z jego grupą. Tym razem potraktowałem to wykroczenie ulgowo, ale następnym razem to się tak nie skończy, możesz być tego pewien Jakubiczenko! To wszystko, możecie odejść!

Rycerz Krzysztof aż pokraśniał z zadowolenia, że przynajmniej trochę oberwało się swawolnemu Kozakowi. Jakubiczenko zwiesił zaś głowę i wyszedł z pokoju Donieckiego w całkowicie odmiennym nastroju.

Pojawienie się w karczmie szlachcianki Koszyńskiej nie uszło uwadze członkom II wyprawy...

- Kim jest ten anioł? - dopytywał się Tomasz Szlachtowski.
- To krewna Donieckiego - odpowiedział Czarnienko.
- Mów mi! Mów mi o niej jak najwięcej!
- Co ci? Zakochałeś się czy co?

Szlachtowski zawstydził się, że dał po sobie poznać, że zależy mu na szlachciance, ale w końcu wypalił...

- Muszę... Muszę ją poznać. Ty, Czarnienko, towarzyszyłeś jej w drodze. Opowiadaj!

Czarnienko uśmiechnął się, ale nie dał się dłużej prosić...

- Dobrze... Ale tak na sucho nie dam rady opowiadać... - oświadczył szelmowsko.

Szlachtowski zorientował się szybko i zawołał:

- Karczmarzu! Wina!

Czarnienko niewiele wiedział o szlachciance, ale racząc się winem opowiadał i opowiadał, zmyślając przy tym dialogi, niby swoje ze szlachcianką. Szlachtowskiemu nie było w smak, że polska szlachcianka tak się spoufaliła z jakimś Kozakiem, ale nie przerywał Czarnience i słuchał uważnie, zapamiętując każde słowo o kobiecie.

Nagle z najdalszego kąta karczemnej izby zabrzmiała muzyka, a później śpiew. Zamilkły rozmowy, wszyscy słuchali jak zahipnotyzowani słów pieśni. Była to piękna pieśń o trudnej miłości wiejskiego chłopca do pięknej mieszczanki. Słuchacze dowiadywali się o powstającym uczuciu między młodymi i o rodzicach mieszczanki sprzeciwiającej się temu związkowi.

Wtem do izby zszedł z góry Doniecki, zauroczony pięknym, osobliwym głosem muzykanta, a gdy ten zakończył śpiewać zawołał zachwycony...

- Pięknie, pięknie! Kim jesteś?
- Wędrownym grajkiem panie...
- Jak cię zwą?
- Nazywam się Musiałek.
- Nie chcesz do nas przystać? Przydałby się nam taki jak ty wirtuoz .
- Chętnie panie, chętnie.
- Doskonale, zagraj nam coś jeszcze Musiałku. Tym razem coś weselszego.

Musiałek pomyślał chwilę i rozpoczął kolejną pieśń. Tym razem była to pieśń znacznie weselsza, opisująca polowanie z udziałem pewnego księcia...

Po pewnym czasie do grajka dosiadł się rycerz Krzysztof...

- Nie ułożyłbyś grajku - rozpoczął - pieśni o mnie? Dobrze zapłacę...
- Ułożyłbym, czemu nie...
- Musiałaby to być pieśń sławiąca moją osobę, opisująca moje słynne czyny, przedstawiająca mnie w doskonałym świetle...
- Pomyślę panie, a potem ułożę, ale potrzebuję na to trochę czasu... Będziesz mi też musiał opowiedzieć o tych twoich wielkich czynach, które mam opisać...

Tymczasem do pokoju Donieckiego weszła Andżelika Koszyńska...

- Cieszę się bardzo Jurku, że cię odwiedziłam...
- Jak również krewniaczko, ja również...
- Ciotka Klara także bardzo pragnęła cię odwiedzić, ale choroba zatrzymała ją w dworku...
- Biedaczka...
- Ona zawsze cię bardzo lubiła... Kiedy wyruszacie?
- Jak tylko wróci statek z Nowego Świata...
- A jak nie wróci?
- Magnaci poruszyli tę sprawę w listach, oni bowiem też biorą taką możliwość pod uwagę... Na wszelki wypadek negocjują z holenderskim kapitanem Dirkiem Van Krupenhoffem, który jest właścicielem odpowiedniego statku...
- Mogłabym popłynąć z wami?
- To niemożliwe!
- Dlaczego? Przecież skoro w Nowym Świecie ma powstać Nowa Polska to kobiety też tam muszą się znaleźć...
- Do powstania Nowej Polski droga jeszcze daleka, a póki co nie wiemy nawet jak poszło pierwszej wyprawie... Możliwe, że wszyscy zginęli... Musisz wracać do domu...
- Już teraz? Nie mogę zostać w Gdańsku choćby kilku dni?
- Możesz, możesz.

Rozmowa zapewne trwałaby dłużej, ale Donieckiego wezwały obowiązki, bowiem przybyła kolejna grupa rekrutów. Byli to ludzie poleceni przez magnatów - organizatorów wyprawy, którzy w listach przedstawili nowych członków wyprawy... Włocha Roberto Gibenccione poleciła sama królowa Bona... Oficjalnie był kucharzem, ale Doniecki w listach przeczytał, że jest to człowiek do zadań specjalnych, mistrz walki na noże, który otrzymawszy rozkaz nie cofnie się przed zabiciem kogokolwiek... Pozostali to: szlachcice Bartosz Noworolski i Mateusz Budzanowski oraz Kozak Presucha. Magnaci podkreślali w listach osobę tego ostatniego, który podobno posiadł umiejętność jasnowidzenia... To ostatnie bardzo zaciekawiło dowódcę, więc rozkazał przyprowadzić Presuchę by z nim osobiście porozmawiać...

- Podobno widzisz przyszłość? - zapytał wprost Kozaka.
- Czasami...
- To znaczy? Bo nie za bardzo rozumiem... Czasami, czyli kiedy?
- Przyszłość nie zawsze widać dokładnie...
- Bardzo zagadkowo mówisz... To może zapytam o konkrety, czy wróci statek z Nowego Świata?
- Nie.
- ?? Nie? Skąd wiesz?
- Sprawdzałem to już na polecenie magnatów...
- Aha... Jak to sprawdzasz?
- Mam specjalny kocioł, w którym gotuję specjalny wywar i w nim widzę przyszłość...
- Czy ktoś inny może też zaglądnąć do tego kotła?
- Nie jest to wskazane, nie wszyscy mają ten dar, można stracić wzrok, a nawet umrzeć...
- Co widziałeś w tym kotle? Co z pierwszą wyprawą?
- Nie zawsze wszystko widać w kotle, czasami widzę, jak przez mgłę, a czasami wszystko bardzo przejrzyście...
- No, ale co z nimi?
- Widziałem tylko, że statek nie jest już w polskich rękach...
- A w czyich?
- Tego nie byłem w stanie dojrzeć, mgła to wszystko otaczała...
- Mówiłeś, że raz widzisz lepiej, raz gorzej... Próbowałeś ponownie?
- Nie. Nie było okazji...
- To musisz spróbować!
- Spróbuję, muszę mieć produkty do wywaru, potem kilkanaście godzin na sporządzenie. Jutro będę patrzył w przyszłość.
- Co ci jest potrzebne?
- To moja tajemnica.
- Rozumiem. Bierz się zatem do dzieła, może tym razem będziesz miał lepsze widzenie.
- Musisz wiedzieć jeszcze jedno - powiedział Presucha ściszonym głosem.
- Tak?
- Ktoś nas podsłuchuje z sąsiedniego pokoju...

Doniecki szybko wyszedł na korytarz i skinieniem ręki zawołał ku sobie Światłoniewskich (ojca i syna), którzy akurat wchodzili po schodach na górę... Razem z dowódcą weszli do sąsiedniego pokoju, gdzie ujrzeli człowieka opartego o ścianę przylegającą do pokoju Donieckiego...

- Światłoniewscy! Brać go!

Człowiek ten widząc, że przeciwnik posiada przewagę nawet nie próbował się bronić...

- Coś za jeden? - zawołał Doniecki - Gadaj szybko!
- Jestem Louze...
- Czemu podsłuchiwałeś?
- Nie podsłuchiwałem...
- Nie? Drwisz sobie?
- Nie drwię...
- Światłoniewscy! Zabierzcie go na dół, do piwnicy i wyduście co trzeba!

Chwilę później na górze pojawił się rycerz Krzysztof, który rozpoznał w pojmanym pruskiego szpiega...

- Dobrze, że mi o tym powiedziałeś rycerzu - pochwalił go Doniecki - Prusacy dalej żywo się nami interesują... A ty Presucha dobrze się spisałeś! Idź działaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz