Mill

CB8

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

piątek, 16 sierpnia 2013

Epopeja polsko-indiańska (47)

Kuba

Admirał Javier Hernandez Belicarez w dalszym ciągu był przygnębiony stratą kosztowności zrabowanych przez grupę cyrkowców Toma Michaela. Aby nieco się uspokoić często wybierał się w ustronne miejsce i stamtąd w ciszy obserwował morze żywiąc skrytą nadzieję, że wypatrzy zbliżający się statek Ramona Carlosa Rodrigueza wiozący na Kubę i cyrkowców i kosztowności.

Mijały jednak kolejne dni, a nic takiego nie miało miejsca, Hiszpan powoli tracił cierpliwość. Nie działały już na niego uspokajająco ani ptasi śpiew ani szum morza, czuł że niedługo sam wyruszy na poszukiwania, bo w przeciwnym wypadku zwariuje na Kubie. Wyczekiwanie było bowiem okropne. Nagle admirał usłyszał jakiś podejrzany dźwięk dochodzący z pobliskich zarośli.

- Kto tam?! Wyłaź!

Chwilę później, jakby spod ziemi, wyłoniła się przed nim tajemnicza postać...

- Coś za jeden?

Nie było żadnej odpowiedzi, tajemniczy mężczyzna przypatrywał mu się za to bardzo uważnie...

- Gadaj! Coś za jeden? Bo straże zawołam!
- Nie lękaj się admirale. Jestem ci bardziej przyjacielem niż wrogiem...
- Coś za jeden? Mów!
- Moje nazwisko niewiele ci powie...
- Gadaj!
- Nazywam się Miron  Nicolae Bachulescu. Pochodzę z Siedmiogrodu. Niektórzy zwą mnie też Bachulą. Moim wujem był słynny hospodar wołoski Wład Palownik Drakula z dynastii Basarabów.
- Faktycznie nic mi to nie mówi. Czego chcesz?
- Czego chcę? Mogę ci pomóc...
- Mi pomóc? Ty? Niby w czym?
- Pomogę ci odzyskać to co niedawno utraciłeś...
- Ha ha ha. A co ja takiego utraciłem?
- Nie udawaj admirale. Chodzi o kosztowności...
- Co? Skąd o tym wiesz?
- Ja wiele wiem...
- Jak chcesz je odzyskać? A poza tym skąd mam wiedzieć czy nie jesteś w zmowie z tymi cyrkowcami-złodziejami?
- Gdybym był z nimi w zmowie to po co bym ci to proponował?
- No niby tak, ale nigdy nic nie wiadomo. Jak chcesz odzyskać moje skarby?
- Mam pewne zdolności, które mi w tym pomogą...
- Jakie zdolności?
- Nie mogę o tym mówić. Powinieneś niedługo docenić tylko skuteczność...
- Co chcesz w zamian?
- Dogadamy się admirale...
- Mów jaśniej, lubię konkretne układy. Czego chcesz w zamian?
- Po odzyskaniu twoich kosztowności dasz mi skrawek ziemi w posiadanie...
- Pewny siebie jesteś. Mówisz tak, jakbyś już tego dokonał. Po co ci ta ziemia?
- Chcę na niej wybudować zamek i tam się osiedlić.
- A do tego Siedmiogrodu nie wracasz?
- Tam Turcy. Poza tym tutaj mi się podoba. Jeszcze jedno admirale...
- ?
- Chcę jeszcze dwie dziewice...
- Dziewice? Po co?
- Są mi potrzebne. Więc jak, zgadzasz się na moje warunki?
- Działaj. Jeżeli odzyskam swoje kosztowności dam ci i ziemię i dziewice. Hiszpanki czy Indianki?
- To już nie ma znaczenia. Byle tylko nigdy nie były z żadnym mężczyzną.

Belicarez pośpiesznie wrócił do swojej rezydencji, ciągle pozostając pod wrażeniem tajemniczego Bachuli. Czuł się bardzo dziwnie w jego towarzystwie, podczas całego spotkania miał "gęsią skórkę". W pobliżu nie było żadnych straży, admirał blefował oznajmiając to Bachuli. Gdy tylko dotarł na miejsce kazał zawołać do siebie portugalskiego Jezuitę Alfonso Glovanteza.

- Alfonso! Jesteś człowiekiem światłym. Czy słyszałeś coś o Bachuli i Drakuli?
- Nie.
- No cóż, widocznie nie jesteś aż tak światły za jakiego się uważasz...

Glovantez udał, że nie usłyszał tej złośliwości Belicareza...

- Ale o co chodzi?
- Już o nic. Skoro nie słyszałeś o nich to możesz odejść. Nie jesteś mi potrzebny.
- Zajrzę do swoich mądrych ksiąg, może w nich odnajdę informacje na interesujący cię temat.
- Zajrzyj, zajrzyj. A teraz idź już sobie. Albo nie, czekaj!
- Tak?
- Doniesiono mi, że majstrujesz coś przy oświetleniu zamkowym...
- Ja?
- Nie, Święty Piotr! Tak ty! Po co gasisz pochodnie w zachodniej części zamku?
- Z oszczędności admirale, z oszczędności...
- Czy ktoś prosił cię o to?
- Nie. To była moja własna inicjatywa...
- Dziwnym trafem później te pochodnie odnajdują się w twojej bazylice... Zapalone! Gdzie ta twoja oszczędność zatem?! Od teraz żadnych własnych inicjatyw, słyszysz?! Skoncentruj się lepiej na znalezieniu informacji o tych dwóch co pytałem! Do tego przez te ciemności zaginął żołnierz...

Portugalczyk wrócił do siebie i od razu usłyszał...

- Gdzie byłeś?
- U Belicareza.
- Co chciał?
- Pytał o ciebie, poza tym dowiedział się, że usuwam pochodnie na zachodnim skrzydle. Zabronił mi więcej to robić. Mówił też, że zaginął żołnierz...
- Dzisiaj w nocy też usuniesz pochodnie!
- Przecież Belicarez zabronił...
- Kto lepiej płaci?
- No ty...
- To usuniesz!
- Ale Belicarez...
- Ten ostatni raz usuniesz.
- Ale...
- Milcz! Wziąłeś za to złoto?! To rób co należy!
- Admirał wpadnie w szał...
- Załatwisz sobie porządne alibi i nic ci nie zrobi.
- A co się stało z tym żołnierzem?
- A skąd ja mam wiedzieć? Pewnie zdezerterował... Takie rzeczy się zdarzają... Co z obiecaną dziewicą?
- Z jaką dziewicą?
- Nie graj ze mną Alfonso! Za tą dziewicę za którą ci zapłaciłem i to słono!
- Załatwię ci ją. Niedługo, obiecuję...

Wieczorem, w odległości kilku kilometrów od zamku, odnaleziono zwłoki żołnierza. Był pozbawiony krwi, ze śladami ugryzień na szyi. Wyglądał makabrycznie. Wiadomość o tym wstrząsnęła całą Kubą. Zaczęto opowiadać o diabłach, wilkołakach i wampirach. Na wyspie zapanował blady strach, nikt nie chciał być sam bojąc się, że powieli los nieszczęśnika. Belicarez był wściekły, rozkazał podwoić straże, chciał też ufundować wysoką nagrodę za zabicie lub pojmanie potwora bądź wampira, ale przypomniał sobie, że przez cyrkowców kasę miał niemal pustą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz