Mill

CB8

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

sobota, 30 maja 2015

Epopeja polsko-indiańska (78)

Po sromotnej klęsce w „małej bitwie” nad Tęczowym Potokiem Apacze nie podejmowali żadnych złowrogich kroków, raz że takie były ustalenia przed walką, dwa ponieważ nie dopuścił do tego sędziwy wódz Apaczów Mescalero Śmiały Lis. Młodsi wodzowie pragnęli jak najszybszej zemsty na wrogach i najchętniej natychmiast rzuciliby się na nich…

- Musimy pomścić naszych braci!!! – grzmiał wódz Apaczów Jicarilla Wielki Łoś.
- Śmierć bladych twarzom i odszczepieńcom! – wtórował mu wódz Paunisów Czerwony Ogień.

Śmiały Lis milczał i dopiero po dłuższej chwili spokojnie oznajmił…

- Tylko strachliwe baby nie dotrzymują danego słowa! Czy moi bracia są nimi czy dzielnymi wojownikami?!

Młodsi wodzowie nie śmiali dłużej obstawać przy swoich zamiarach…

- Zgoda! Niech teraz odejdą, ale jutro ich zabijemy, a ich skalpy ozdobią nasze pasy! – wycedził Wielki Łoś.
- Jutro ja sam będę chciał zatopić tomahawk w ich krwi! – odparł Śmiały Lis.


Tymczasem w obozie zwycięzców…

- Zwyciężyliśmy! Apaczów jednak wciąż jest znacznie więcej od nas – stwierdził Jan Pratelicki.
- Jutro ruszą na nas ze zdwojoną wściekłością – skomentował krótko Kozak Jurko.
- Jaką strategię obieramy? – zapytał Michał Potylicz.
- Nie możemy wybrać otwartej walki, bo polegniemy – mówił Pratelicki – Z drugiej strony nie możemy wciąż unikać starcia…
- Może wycofamy się do wioski Polomanczów? – zaproponował Jurko – Ona jest najlepiej przygotowana do obrony…
- Nie zamierzam uciekać przed tymi psami! – zawołał zbliżający się wódz Komanczów Samotny Wilk.
- To co proponujesz? – skontrował Potylicz.
- Atak!
- Ale jak mamy ich zaatakować o świcie, skoro to oni będą nas chwili zaatakować o tej samej porze? – dziwił się Pratelicki.
- Apacze was obserwują – kontynuował Komancz – Wieczorem rozłożycie się na nocleg. Przed samym świtem opuścimy obóz, a gdy oni tam wtargną zasypiemy ich gradem strzał.
- Znam doskonałe miejsce na taką pułapkę! – zawołał z radością Pratelicki.
- Myślisz o Jastrzębich Skałach? – dopytywał się Jurko.
- Tak!
- Nie sądzę, żeby Apacze byli aż tak głupi, żeby nam się tak wystawiać do strzałów!
- Są wściekli, dzięki temu może się udać!
- Duże ryzyko, oby nie za duże!
- Cała sztuka będzie polegała na tym wywieźć w pole ich zwiadowców. Jeżeli to się uda doniosą reszcie, że tam obozujemy, a o świcie zaatakują… Chciałbym widzieć miny tych drani, gdy wpadną do obozu, a tam zamiast nas nic nie zastaną… Oczywiście trzeba będzie odpowiednio przygotować obóz, zostawimy koce, to wszystko musi tak wyglądać jakbyśmy słodko spali…
- Ruszamy!


Tymczasem pod Górą Niedźwiedzią…

- Atakować! Zabić ich wszystkich! – grzmiał konkwistador Jose Manuel Bakuleros.

Hiszpanie stopniowo posuwali się w stronę szczytu…

- Dziwię się… komentował konkwistador Pablo Vincento Magieros.
- Tak? – zapytał Bakuleros.
- Dziwię się, że nie widać obrońców…
- Zaszyli się pewnie w jakąś dziurę i trzęsą się tam ze strachu, ha ha ha.

Po jakimś czasie hiszpańscy żołnierze dotarli na szczyt… Nikogo tam jednak nie znaleźli…

- Tak nie będzie! – darł się Bakuleros – Nie będą dzikie dranie igrać sobie z Bakulerosa! Szukajcie śladów! Przecież hultaje nie rozpłynęli się w powietrzu!

Wkrótce żołnierze znaleźli ścieżkę po drugiej stronie góry. Zejście nią było dość niebezpieczne, ale nie karkołomne.

- Dopadnę ich! Dopadnę! Będę pasami darł z nich skórę! – krzyczał wściekle Bakuleros.
- Dosyć tego! – krzyknął jeszcze głośniej Jose Fortezes – Brać go!

Niemal w tym samym momencie dwaj żołnierze pochwycili konkwistadora i ściągnęli go z konia na ziemię…

- Co? Co robicie? Jakim prawem? – dziwił się Bakuleros – Zostawcie mnie, bo pozabijam! Z więzienia nie wyjdziecie! Zostawcie mnie mówię!
- Uspokój się! – zawołał Fortezes – Mamy już dosyć twoich rozkazów! Przez twoje bezsensowne decyzje straciliśmy wielu ludzi, a dzicy uciekli bez problemów! Proponowaliśmy z Magierosem, żeby otoczyć górę, ale ty na to nie pozwoliłeś! Jesteś marnym dowódcą!
- Jakim prawem?! – warknął Bakuleros – Tak nie będzie! Wszyscy skończycie z pętlą na szyi!
- Żołnierze! – zawołał Fortezes – Znacie mnie! Oto pismo admirała Javiera Hernandeza Belicareza! 
Są tu zawarte dokładne instrukcje na takie sytuacje! Mam prawo odebrać władzę Bakulerosowi! Od tej pory przejmuję dowództwo, a moim zastępcą będzie Pablo Vincento Magieros!

Fortezes przekazał pismo jednemu z oficerów, by pokazał je zainteresowanym żołnierzom do przeczytania… Nikt nie wiedział, że zmieniła się władza na Kubie i Belicareza zastąpił Pablo Gurkas...

- Pilnować go dobrze! – polecił dwóm zaufanym żołnierzom.

Obrońcy opuścili Górę Niedźwiedzią w nocy… Niemiec Helmuth prowadził grupę starców, kobiet oraz dzieci… Cały czas zastanawiał się gdzie ich bezpiecznie ukryć, bowiem było oczywiste, że Hiszpanie ruszą niebawem w pościg…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz