Bz

Rai

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

wtorek, 26 marca 2013

Epopeja polsko-indiańska (25)

Polska, Gdańsk.

W dalszym ciągu Doniecki i jego ludzie oczekiwali na przybycie z Nowego Świata statku pod dowództwem kapitana Wilhelma Rokosza. Statek mógł przypłynąć do gdańskiego portu już niedługo, oczywiście przy sprzyjających wiatrach. Doniecki oczywiście nie mógł wiedzieć, że "Władysław Jagiełło" został przejęty przez Hiszpanów i cumował na Kubie.

- Sprowadzić rycerza Krzysztofa! - rozkazał dowódca II wyprawy.

Po niedługim czasie wezwany zjawił się...

- Rycerzu! Weźmiesz czterech ludzi i pojedziesz do Przejazdowa wypełnić bardzo ważną misję.
- Jaką misję?
- Wszystkiego dowiesz się na miejscu od pana Podhorodeckiego. Żeby zmylić pruskich szpiegów oddalicie się z karczmy pieszo, pojedynczo. Przy klasztorze Franciszkanów będzie czekał woźnica Henryk, który dowiezie was na miejsce.
- Kogo mam wziąć?
- Obojętnie. Na kogo natrafisz tego weźmiesz. Ruszajcie natychmiast!

Niespełna dwa kwadranse później rycerz Krzysztof opuścił karczmę, następnie - w odstępach pięciominutowych - w jego ślady poszli: Piotr Laszlo Tekieli, Anglik Martin Swayze oraz Kozacy Pastuszenko i Czarnienko. Sytuację obserwował inny Kozak Jakubiczenko, który nie namyślając się wiele ruszył za nimi.

- Nie idź za mną! - warknął Czarnienko.
- Czemu?
- Nie mogę ci powiedzieć...
- To zróbmy tak, ty idź, a ja pójdę za tobą niby przypadkiem...
- Nie żartuj! Zawróć!
- Nie.
- No dobra, to chodź.

Po jakimś czasie wszyscy znaleźli się w okolicach klasztoru.

- No i gdzie ten woźnica do diabła? - denerwował się Pastuszenko.
- Doniecki wyraźnie powiedział, że tu ma czekać - wyjaśniał rycerz Krzysztof - Może coś go zatrzymało? A ty Jakubiczenko co tutaj robisz?
- Jak to co? Jadę z wami!
- Nie możesz. Doniecki wybrał naszą piątkę!
- Nic się nie stanie jak pojedziemy w szóstkę...
- Rozkaz był, że w piątkę! To niesubordynacja!
- Nie dramatyzuj. Jeden w tę czy w tamtą nie robi różnicy. Im nas więcej tym lepiej, raźniej będzie.
- Za dużo miejsca zajmiesz w powozie - wtrącił się ze śmiechem Czarnienko chcąc uspokoić atmosferę.
- Wracaj do karczmy! - wrzasnął rycerz.
- Nie!
- No dobrze - powiedział już spokojniej rycerz - Nie zamierzam się z tobą kłócić, ale po powrocie zgłoszę ten fakt Donieckiemu.
- Nie musisz zgłaszać, sam mu to powiem - odparł Jakubiczenko.

Rozmowę przerwał odgłos zbliżającego się powozu...

- Witam Waszmościów. Jestem woźnica Henryk.
- Spóźniłeś się prawie godzinę! - zagadnął Tekieli.
- Wybaczcie wielmożni panowie, ale taka była sytuacja na drodze...
- Że co? Kręcisz coś, ale nieważne, wsiadajmy i w drogę! - zawołał Tekieli.

Woźnica Henryk ruszył wolno, zbyt wolno, więc trudno się dziwić, że po upływie pół godziny pasażerowie zaczęli się niecierpliwić...

- Wolniej się nie da? - zawołał z przekąsem Pastuszenko.
- Konie zdrożone panie...
- Nie wyglądają na zdrożone! Łżesz! - krzyknął Jakubiczenko - Popędź je lepiej, bo za tydzień na miejsce nie dojedziemy!

Woźnica Henryk mruknął coś pod nosem, ale nieco przyśpieszył, jednak po kwadransie prędkość jazdy wróciła do stanu pierwotnego...

- Przyśpiesz woźnico! - zawołał Jakubiczenko.
- Konie zdrożone panie...
- Ja szybciej szedłbym niż te twoje konie! Przyśpiesz, bo cię oćwiczę!

Woźnica ze strachu przyśpieszył, ale po pewnym czasie sytuacja powtórzyła się...

- Co znowu? - zawołał wyraźnie już zdenerwowany Jakubiczenko - Przyśpiesz! Jak znowu zwolnisz to inaczej pogadamy!

Woźnica przyśpieszył, ale dla dodania sobie animuszu zaczął śpiewać...

- To jest jeszcze gorsze niż ta wolna jazda - stwierdził Swayze.
- Zamilcz chłopie! - krzyknął Tekieli - Bo uszy pękają!

Woźnica zamilkł, a po pewnym czasie prędkość jazdy zmalała jeszcze bardziej niż początkowo...

- Dosyć! - ryknął Jakubiczenko i zeskoczył z wozu, po czym zatrzymał konie - Złaź z kozła!
- Nie!
- Złaź, bo cię zrzucę!
- Nie!

Jakubiczenko nie wytrzymał, chwycił woźnicę oburącz i wytargał z kozła.

- Co robicie panie?
- Nie nadajesz się na woźnicę, sam będę powoził!
- To mój powóz!
- Oddamy ci go po powrocie.
- Jak tylko dotrę do Gdańska natychmiast zgłoszę kradzież i pobicie...
- Kradzież? Pobicie? Dobrze, skoro sobie tego życzysz!

Jakubiczenko chwycił bat i zaczął nim okładać woźnicę, który zrozumiał, że to nie przelewki i zaczął uciekać w las. Kozak gonił go przez chwilę cały czas okładając batem, aż wreszcie dał sobie spokój i wrócił do powozu.

- Ci chłopi! Coraz bardziej zuchwali się robią!
- Takiego cię jeszcze nie znałem, ha ha ha - śmiał się Czarnienko.

Jakubiczenko zastąpił woźnicę na koźle i już bez żadnych przeszkód popędzili do Przejazdowa.

- Przybyli ludzie od Donieckiego!
- Wprowadzić! - rozkazał Podhorodecki.

Chwilę później cała szóstka weszła do dworku...

- Witam, witam. Pewnie zdrożeni jesteście, wieczerza gotowa, potem porozmawiamy.

Po spożyciu sutej wieczerzy Podhorodecki zaprosił gości do osobnej izby...

- Mam ważne listy od magnatów dla pana Donieckiego. Na drogach niebezpiecznie ostatnio, pełno zbójów jakowyś, poza tym wszędzie czają się pruscy szpiedzy. Dlatego właśnie Doniecki wysłał was po te listy by bezpiecznie do niego dotarły. Przenocujecie w dworku, a rano wrócicie do Gdańska. Konno. A tak przy okazji gdzie się podział woźnica Henryk?
- Yyyy...
- Rozumiem, że nie wytrzymaliście jego "szaleńczej" jazdy, ha ha ha. Skąd ja to znam...
- Kto go zrobił woźnicą? - wypalił Czarnienko.
- To długa historia - odparł na to Podhorodecki - Mam słabość do tego chłopa, a właściwie do jego zmarłego stryja, który mi kiedyś życie uratował. A Henryk? Do roboty w polu nie nadaje się, rzemieślnik też z niego żaden - dwie lewe ręce, uparł się, że chce być woźnicą. Ze względu na pamięć jego stryja zgodziłem się... Aha, teraz z innej beczki. Czy mogę was prosić, żebyście przy okazji odwieźli do Gdańska pewną szlachciankę? Nazywa się Andżelika Koszyńska, to krewna Donieckiego i koniecznie chciała się z nim pożegnać przed wypłynięciem...
- Oczywiście, to będzie dla nas zaszczyt - odpowiedział rycerz Krzysztof.

Następnego dnia rano cała szóstka w towarzystwie szlachcianki wyruszyła w drogę i już bez większych przygód dotarła do Gdańska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz