Bz

Rai

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Epopeja polsko-indiańska (58)

Statek wiozący II polską wyprawę do Nowego Świata cały czas posuwał się w kierunku zachodnim… Była noc, ocean spokojny, „Neptica” śmiało pruła fale…

Tylko Michał wrócił do kompanów z niczym…

- Gdzie żarcie?! – warknął na wstępie Marian Łuszczyński.
- Nie ma… - odparł nieśmiało Tylko.

Na tym rozmowa skończyła się, bowiem Łuszczyński rzucił się na niego z pięściami i zaczął go z całej siły okładać…

- Co ja powiedziałem? Co ja powiedziałem?! – wołał rozjuszony nie przestając bić młodzieńca…
- Zostaw go! – próbował się za nim wstawić Dawid Łęckowski – przecież go zabijesz!
- I o to chodzi!
- Jak to o to?
- Przecież nie będę go jadł żywcem!
- ? Żartujesz chyba?

Chwilę później do akcji wkroczyli pozostali mieszkańcy „kryjówki w ścianie” i odciągnęli, choć z wielkim trudem, Łuszczyńskiego od Tylko…

Szmicior długo przyglądał się Łuszczyńskiemu, aż w końcu wypalił…

- Z ciebie to urodzony bandyta! Musisz być w mojej bandzie… W bandzie Szmiciora!
- Daj mi jeść, a będę kim zechcesz!

Po dłuższej chwili zaczęła się narada, postanowiono że na misję zdobycia jedzenia musi udać się ktoś inny, bo widocznie Tylko nie nadawał się do tej roli…

- Ja pójdę! – zaoferował się Łęckowski.
- Ty? – zdziwił się Włoch Prostaccio – Taką tyczkę (aluzja do wysokiego wzrostu ochotnika) to każdy na pokładzie z daleka wypatrzy…
- Niech idzie – poparł Łęckowskiego Bartłomiej Głuchowski – Dawid to urodzony szpieg przecież, da radę!
- Szpiegu! Nasz Szpiegu!– śmiał się Jaromir z Cebulewa – Przynieś jakieś jedzonko…

Kuchnia…

- Dawaj jeść! Jesteśmy głodni! Bo ciebie wrzucimy do gara! – słychać było wzburzone głosy.
- Co robić? Co robić? – denerwował się Piotr Laszlo Tekieli – Swayze! Pomóż! Poszedłem za twoją radą i dzisiaj na obiad była tylko zupka i widzisz co się dzieje!
- A co innego mogłeś zrobić? Przecież jedzenia prawie nie ma! – odparł Anglik Martin Swayze von Bigay.

Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, głodni członkowie załogi zaczęli rzucać miskami w stronę kuchni i głośno buczeć. Hałas dochodzący z kuchni przyciągnął dowódcę Jerzego Donieckiego…

- Co się tutaj dzieje? – zawołał.
- Jesteśmy głodni! Jeść! – wołano jeden przez drugiego.
- Dość! – krzyknął Doniecki – Jeden niech mówi, a nie wszyscy!

Nastała chwila ciszy, w końcu odezwał się Mateusz Budzanowski…

- Jesteśmy głodni! Kucharz od tygodnia wydaje nam głodowe obiadki! A dzisiaj była tylko cienka zupka, w której nawet marchewkę ciężko znaleźć!

Doniecki pomyślał chwilę, po czym rzekł:

- Niech wszyscy wyjdą, muszę pomówić z kucharzem…

Chwilę później z kuchni wyszedł przestraszony Tekieli…

- Mów Laszlo… O co tutaj chodzi…
- Jedzenia jak na lekarstwo… Ludzie chcą mnie wrzucić do gara…
- Przecież zapasy były wystarczające, przewidziane na 90 dni… A minęło dopiero 65! Co się stało z jedzeniem? Przecież wysłałem ci tego Anglika na inwentaryzację… Nic nie mówiliście, że jest źle!
- Za dużo ludzie jedli wcześniej – mówił niemal płacząc Tekieli – Wielu przychodziło po dokładkę… A ja mam miękkie serce…
- Przestań Laszlo! – zawołał dowódca – Ile zostało jedzenia?
- Góra na trzy dni… - wtrącił się Swayze.
- O, właśnie – powiedział na jego widok Doniecki – Czemu nie zgłosiłeś, że będzie problem z żywnością?

Swayze spojrzał wymownie w kierunku kucharza, ale nic nie powiedział.

- Chyba rozumiem – skwitował dowódca – Laszlo! A czemu ja nawet dzisiaj miałem porządny obiad?
- No… Pan to co innego…
- Trzeba jakoś z tego wybrnąć… Swayze! Idź do kapitana Dirka, może ma jakieś sieci! W końcu jesteśmy na oceanie, muszą tu być ryby!
- Jest pan genialny! – zawołał wniebowzięty Tekieli.

Swayze nigdzie nie mógł znaleźć holenderskiego kapitana Dirka van Krupenhoffa, postanowił w końcu wejść do jego kajuty…

- Kapitanie! Jest pan tam?

Nikt nie odpowiedział na jego pytanie i już miał opuścić kajutę by szukać Holendra gdzie indziej, ale wydało mu się, że zza kotary dochodzi jakiś zduszony dźwięk… Powoli zbliżał się w tym kierunku, aż w końcu odchylił kotarę i zaniemówił… Swayze nie wiedział co ma robić, za kotarą bowiem znajdowało się sześć związanych osób…

- Kim wy do licha jesteście? I czemu jesteście związani? – zastanawiał się głośno.
- Swayze! Gdzie jesteś? – dobiegło go wołanie Donieckiego.

Anglik nie zastanawiając się wiele wybiegł z kajuty, złapał dowódcę za rękę i zaciągnął go do środka…
Doniecki zdziwiony jego zachowaniem zawołał…

- Gdzie mnie tak prowadzisz?
- Musi pan to zobaczyć!

Chwilę później dowódca patrzył ze zdziwieniem na związane osoby…

- Przecież to jest firma sprzątająca statki! Z Gdańska!
- ?
- Rozwiążmy ich, bo nigdy nie dowiemy się o co tutaj chodzi!

Obaj ochoczo zabrali się do oswobodzenia więźniów…

- Nareszcie! – zawołały niemal równocześnie Katarzyna Madejska i Anna Hynowska.
- Mówcie o co w tym wszystkim chodzi? – zapytał Doniecki.
- Van Krupenhoff nas uwięził! – mówiła podniesionym głosem Madejska.
- Chce nas drań sprzedać do haremu! – dopowiedziała zdenerwowana Hynowska.

Doniecki nie mógł uwierzyć w to co usłyszał… Postanowił działać natychmiast…

- Swayze! Zaprowadź ich do mojej kajuty i zostań z nimi!

Dowódca sam popędził w innym kierunku…

- Budzanowski! Dobrze, że cię widzę! Weź kilku ludzi i aresztuj kapitana!
- Holendra? Dobrze zrozumiałem?
- Tak! Aresztować i wpakować do tego śmierdzącego pomieszczenia, gdzie siedzą Pastuszenko i Mijagibej!

Van Krupenhoff wracał właśnie od swojego pierwszego oficera Petera Van Guydena, z którym w nocy wypił kilka butelek wina… Był w takim stanie, że nie stawiał żadnego oporu… Jacek i Maciej Światłoniewscy musieli go wręcz zanieść na miejsce.

- A ty co? Też się buntowałeś? – rzekł na jego widok Kozak Pastuszenko.
- Ble ble ble – Holender był tak pijany, że nie mógł nawet normalnie mówić.

Kajuta Tomasza Szlachtowskiego i Mariusza Rocha Kowalskiego…

- Musimy powiedzieć Donieckiemu o szlachciankach… - mówił Kowalski.
- No, nie wiem… Trochę się boję – odparł Szlachtowski.
- Człowieku! Nie ma wyjścia! Sam widziałeś co dzisiaj Laszlo dał na obiad!
- No… Jakaś podejrzana zupka…
- Wodzianka to była!
- …
- Sami się tym nie najemy, a jeszcze mamy cztery baby do wykarmienia!
- Dobrze! Mariuszu dobrze! Idę do Donieckiego, powiem mu prawdę!

Szlachtowski był zdeterminowany, miał już dość ciągłego zrzędzenia Kowalskiego i całej tej sytuacji. Wyszedł z kajuty i skierował się w stronę kajuty dowódcy…

- Co cię sprowadza? – zapytał na wstępie Doniecki – Mam nadzieję, że nie jakieś kolejne problemy, bo na dzisiaj mam już dość…
- Yyy… - Szlachtowski już na wstępie został zbity z pantałyku.
- No, mów! – zachęcił go dowódca.
- Chciałem tylko zapytać … kiedy dopłyniemy do stałego lądu…?
- A co, Szlachtowski, przykrzy ci się już na statku? – odpowiedział pytaniem na pytanie Doniecki  - Jeszcze trochę, cierpliwości.

Szlachtowski wracał niepocieszony do własnej kajuty, zły był na siebie, że jednak nie odważył się powiedzieć Donieckiemu prawdy o szlachciankach, ale skoro nie chciał on słuchać o żadnych problemach to jak miał mu o tym powiedzieć… Już sobie wyobrażał kolejne pretensje Kowalskiego…

- I co? Powiedziałeś?
- Nie.
- Jak to?
- Nie był w dobrym humorze… Jutro mu powiem.
- Ile razy już słyszałem…
- Jutro. Obiecuję! Co u szlachcianek?
- A co ma być? Siedzą i gadają jak zwykle…
- Idziemy się przejść?
- Idziemy.

Tymczasem szlachcianki…

- Chyba się zakochałam… - powiedziała nagle Agnieszka Dębska.
- W kim niby? – zaciekawiła się Anna Żbikowska.
- Chyba jest Holendrem…
- ?
- Pamiętasz jak wczoraj wyszłam w nocy przejść się po pokładzie?
- Pamiętam…
- Wtedy go spotkałam… Jest uroczy!
- Muszę go zobaczyć!
- Pójdziemy dzisiaj obie. Pokażę ci go. Jest sternikiem.
- Wiesz jak się nazywa?
- Nie. Chociaż czekaj, przyszedł go zmienić inny i mówił do niego Johan…
- Johan… No zobaczymy co to za gagatek… Widział cię?
- Skądże … Obserwowałam go z ukrycia…

Rozmowie przysłuchiwała się Andżelika Koszyńska, w pewnym momencie szepnęła do Kingi Kabatowskiej…

- Może my też pójdziemy na nocny spacer po pokładzie?
- No i po co? Poza tym masz swojego Szlachtowskiego…
- No ja tak, ale może dla ciebie kogoś wypatrzymy…
- Dla mnie? Nie chcę.



Tekieli i Swayze znaleźli sieci…

- No, módl się teraz Angliku, żebyśmy coś złowili, bo w przeciwnym razie za kilka dni nas wrzucą nas do gara…
- To ty się módl Laszlo… Ty jesteś kucharzem. Do mnie nic nie mają, ha ha ha.
- Pewny jesteś? Od jakiegoś czasu wszyscy cię widzą u mnie.  Założę się, że biorą cię za mojego kuchcika, ha ha ha!
- Nawet nie mów…





2 komentarze:

  1. Anonimowy18:06

    Z polski przez ocean spokojny w kierunku zachodnim? chyba ci się z atlantykiem pomieszało

    OdpowiedzUsuń
  2. Ocean był spokojny! Nie Spokojny! Czytać uważnie panie Anonimie!

    OdpowiedzUsuń