Zima w puszczy była czasem przestoju, ale nie dla Grotomira. Gdy rzeki skuł lód, do obozowiska powrócił Strogomir - doświadczony zwiadowca, którego oczy widziały więcej niż niejeden wiec. Przyniósł wieści, które uciszyły gwar przy ognisku.
Strogomir, ogrzewając dłonie nad płomieniem, opowiadał o potędze, która rozpostarła się na Nizinie Panońskiej. Awarowie, choć wrócili na zimę do swoich „ringów” (ogromnych, obwarowanych obozów), nie zamierzali rezygnować z ucisku innych ludów. Zwiadowca donosił, że widział wracający z tych stron oddział 300 jeźdźców, który w pewnym momencie połączył się z innym oddziałem, zbliżonym liczbowo, jadącym ze wschodu i wspólnie już wrócili do swoich macierzy.
- Nasi bracia znad Wisły płacą krwią i ziarnem za złudny spokój – mówił ochrypłym głosem - Widziałem Słowian pędzonych jak bydło przed awarskimi końmi. Muszą walczyć w pierwszym szeregu ich wypraw, by swoimi ciałami zasłaniać jeźdźców. Traktują ich jak niewolników, a ich chciwość nie ma dna.
Grotomir słuchał w milczeniu, analizując każdy szczegół o sposobie walki najeźdźców. Dowiedział się o ich słabych punktach - o tym, że ich konie potrzebują otwartej przestrzeni i że rzadko atakują nocą w głębokim lesie. Od tego dnia ćwiczenia oddziału stały się jeszcze surowsze. Gromomir uczył młodych, jak zbijać się w ciasną formację tarcz, o które łamałyby się szarże konnicy, a Grotomir doskonalił strzelanie z zasadzki, celując jakby w nieosłonięte szyje wierzchowców.
Podczas gdy w osadzie kuto groty, w nieco bardziej odległej, nienaruszonej przez najazdy wsi Kaczomira, czas mijał na zupełnie innych sprawach. Kaczomir, człowiek niskiego wzrostu, ale z olbrzymimi ambicjami, sprytny i tchórzliwy, ocalił swoich ludzi tylko dlatego, że jako pierwszy zgiął kark przed wysłannikami awarskiego kagana. Teraz, wspólnie z rozwścieczonym Wrzaskunem, planował usunięcie Grotomira.
- Ten młokos ściągnie na nas wszystkich śmierć - syknął Wrzaskun, spotykając się z Kaczomirem pod osłoną nocy - Ludzie słuchają go jak boga. Jeśli nie zginie, Awarowie wrócą i spalą wszystko, co nam zostało za nasze nieposłuszeństwo.
Kaczomir mlaskał w swoim zwyczaju, rozważając, kto mógłby zastąpić Grotomira i być posłusznym marionetkowym wodzem.
- Potrzebujemy kogoś, kto ma posłuch - mruknął po chwili - Batymir jest silny, ale zbyt prosty. Bochemir ma ambicje, ale brakuje mu odwagi. Chodzą mi po głowie też Czarnebor i Jakimysł … Sasimir jest znakomity w organizacji wieców… Terlemir jest już za stary, a poza tym bardziej interesują go zioła niż inne sprawy… Dudosław jest już spalony, z powodu wykorzystania go w przeszłości w podobnej misji. Morawita jakiś czas temu skazałem na wygnanie z powodu knucia przeciw mojej osobie…
Ostatecznie nie padło żadne imię, ale zapadł wyrok. Wrzaskun otrzymał zadanie: miał stać się cieniem Grotomira. Każdy ruch młodego wodza, każda wyprawa i każdy plan miały być natychmiast raportowane Kaczomirowi. Wrzaskun liczył także na to, że zostanie pierwszym pomocnikiem Rydzymira, kapłana z osady Kaczomira, który od kilku miesięcy był na misji duchowej na wschodzie, m.in. wśród Lędzian, co wstępnie mały wódz mu obiecał. W sercu Słowiańszczyzny, obok hartowanej stali, wyrastał chwast zdrady.
Grotomir, choć młody, posiadał instynkt starego wilka - czuł na karku zimne spojrzenie Wrzaskuna. Oficjalnie wciąż kłaniał się żercy, prosząc o wróżby, lecz potajemnie wydał kuzynom, Sobieżyrowi i Sęczygniewowi, rozkaz: „Bądźcie jego cieniem. Każdy szept w Świętym Gaju ma trafić do moich uszu”.
Niespodziewanie do obozowiska przybył zbrojny orszak. Nie byli to kolejni uciekinierzy spod awarskich mieczy, lecz dumni wojowie w skórach niedźwiedzi. Przynosili wieści od Tuskomira - potężnego pana, który zdołał zjednoczyć kilkanaście rodów na dalekiej północy, tam gdzie lasy ustępują piaszczystym brzegom wielkiego morza. Posłaniec przekazał Grotomirowi słowa swojego wodza:
- Tuskomir widzi dalej niż inni, doskonale wie, że jeśli Awarowie złamią waszą linię, lada chwila ich konie zapuszczą się w nasze mateczniki. Gdy tylko słońce mocniej przygrzeje, przyśle ci wsparcie: pięćdziesięciu doświadczonych wojów pod wodzą Giertymira.
Grotomir poczuł, jak ciężar odpowiedzialności na jego barkach staje się nieco lżejszy. Sojusz z Tuskomirem zmieniał wszystko - mała partyzantka stawała się zalążkiem słowiańskiej armii.
Jednak posłaniec przyniósł też mroczniejsze wieści. Wyjawił, że Kaczomir nie tylko spiskuje z najeźdźcą, ale zaczął już zbierać „krwawe dary”. W zamian za wydawanie mniejszych osad, Awarowie podarowali mu siedem stalowych, kutych hełmów - rzadkość na tych ziemiach, noszoną dotąd jedynie przez stepową arystokrację.
- Kaczomir i jego ludzie myślą, że stal na głowie czyni ich niezwyciężonymi - zaśmiał się pogardliwie posłaniec Tuskomira. - Mój pan nazywa ich „zakutymi łbami”. Myślą, że żelazo ochroni ich przed gniewem bogów i sprawiedliwością pobratymców, ale zapomnieli, że serce pod zbroją wciąż mają tchórzliwe.
- Mamy sojusznika na północy i zdrajcę za miedzą - ogłosił krótko - Wrzaskun myśli, że nie widzę jego posłańców biegających do Kaczomira. Pozwolimy mu wierzyć w to kłamstwo. Niech donosi im to, co ja zechcę, żeby wiedzieli.
Następnie spojrzał na Strogomira i zapytał:
- Jest szansa, że dołączą do nas wojowie Wiślan?
-
Myślałem o tym - odparł wskazany - Wątpię w to, ich przywódcy boją się Awarów,
a przede wszystkim nie wierzą w ich pokonanie. Wolą zapłacić daninę niż walczyć
i ryzykować życie. Jeśli chcesz to pojadę, choćby i jutro, może uda mi się
przekonać choć jakąś część niewielką.
- Warto spróbować Strogomirze! Tu wkrótce każdy topór będzie miał znaczenie…
Warto podkreślić, że w tym czasie nie było jeszcze zorganizowanych państw czy plemion, Słowianie opierali się na wspólnotach rodzinnych, sąsiedzkich, rzadko współpracujących ze sobą w szerszym rozumieniu.
- Co zamierzasz z tym Wrzaskunem? - zapytał Gromomir - Nie lepiej od razu skrócić go o głowę?
- Przyjdzie na to czas bracie - odparł Grotomir - Jak powiedziałem wcześniej trzeba tak sprawić by donosił to co ja chcę. Jutro zrobimy małą próbę…
Następnego dnia Grotomir siedział przy ognisku, strużąc nową strzałę. Czuł na plecach świdrujący wzrok Wrzaskuna, który rzekomo odprawiał modły do Swaroga, a w rzeczywistości nie spuszczał oka z ruchów młodego wodza. Grotomir uśmiechnął się pod nosem - czas nakarmić żmiję kłamstwem.
Zwołał naradę pod starym dębem, w miejscu, gdzie echo niosło głosy prosto w stronę zarośli Świętego Gaju. Mówił cicho, ale wyraźnie, by każde słowo dotarło do ukrytego tam szpiega.
- Słuchajcie - zaczął, kreśląc słowami fałszywe plany - Strogomir przyniósł wieści. Mały oddział Awarów, obładowany srebrem zrabowanym na zachodzie, będzie nocował przy Kamiennym Brodzie za trzy dni. Idziemy tam całą siłą, zostawiamy osadę bez obrony. To nasza jedyna szansa na zdobycie bogactw, które kupią nam przychylność innych rodów. Gromomir, pouczony wcześniej mrugnięciem oka, udawał zachłanność:
- Srebro! Wreszcie będziemy mogli kupić lepsze ostrza i broń! Musimy uderzyć
pierwsi!
Gdy tylko słońce zaszło, Grotomir skinął na Sęczygniewa. Najmłodszy z kuzynów, lekki jak wiatr, ruszył śladem gońca, którego Wrzaskun wyprawił z osady pod osłoną nocy.
Potwierdzenie przyszło przed świtem. Kaczomir, usłyszawszy o „osadzie bez obrony” i „skarbie przy brodzie”, wpadł w furię zmieszaną z chciwością. Nie wiedział, co wybrać: czy samemu uderzyć na skarb, czy donieść Awarom, by zyskali jego wdzięczność. Wrzaskun, przez posłańca, podżegał go do ataku: „Grotomir oszalał z chciwości. To twój czas, Kaczomirze, byś stał się panem tych ziem!”.
Dwa dni później Kaczomir, na czele swoich wojów, przybył do Czarnego Jaru, skąd miał widok na Kamienny Bród. Zamiast obładowanych srebrem Awarów, zobaczył... pustą dolinę i stado pasących się saren. Czekał całą noc, marznąc w stalowym hełmie, który w zimowym chłodzie stawał się lodowatą obręczą.
W tym samym czasie Grotomir, zamiast być na wyprawie, spokojnie szkolił swój oddział w sercu mokradeł, oddalonych nieco od brodu.
- Widzisz ich, bracie? - zapytał Gromomir, patrząc na horyzont, gdzie majaczyły
sylwetki spóźnionych zwiadowców Kaczomira.
- Widzę - odparł Grotomir - Kaczomir traci ludzi i czas na ściganie duchów. A
Wrzaskun... Zaraz zacznie się gęsto tłumaczyć swojemu mocodawcy, dlaczego skarb
wyparował.
Grotomir nie tylko uniknął walki, ale zasiał ziarno
nieufności między spiskowcami. Kaczomir zaczął podejrzewać, że Wrzaskun gra na
dwa fronty lub postradał zmysły. Z kolei żerca, przerażony groźbami Kaczomira,
stawał się coraz bardziej nerwowy, popełniając błędy przy rytuałach.
Prawdziwa burza miała jednak dopiero nadejść. Podczas jednej z burzliwych narad w osadzie Kaczomira, gdy ten wygrażał Wrzaskunowi pięścią, do chaty wpadł przerażony strażnik:
Kaczomir był niezwykle zły, nie dość, że nie zdobył srebra, to jeszcze młody wróg - za jakiego uważał Grotomira - został solidnie wzmocniony przez wojów Tuskomira, którego już wcześniej nie lubił, ale teraz to już szczerze nienawidził.
- Nic to - powiedział w duchu - Przybędą Awarowie i zrobią porządek. Jak tylko zima zacznie puszczać trzeba będzie ich zawiadomić przez posłańca. Mam nadzieję, że szczodrze mi się odwdzięczą za informacje… A przede wszystkim pozbędę się Grotomira i osłabię Tuskomira!
Mroźny wiatr wciąż smagał gałęzie dębów, gdy na horyzoncie pojawili się wojownicy z północy. Giertymir nie czekał na pierwsze roztopy - jako stary wyga wiedział, że wojnę wygrywa ten, kto maszeruje, gdy inni jeszcze grzeją kości przy zapiecku.
Tętent koni i chrzęst żelaza obudził osadę o świcie. Giertymir wjechał na czele kilkudziesięciu zbrojnych, okryty ciężkim niedźwiedzim futrem, spod którego błyskała kolczuga -rzadki widok na tych ziemiach. Był to mąż niezwykle wysoki, o przeszywającym spojrzeniu.
Gdy Grotomir wyszedł mu naprzeciw, Giertymir zeskoczył z wierzchowca i przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Stary wojownik szukał w oczach młodzieńca strachu, ale znalazł jedynie spokój jeziora przed burzą.
- Tuskomir mówił, żeś młody, ale nie wspomniał, że masz oczy starego wilka - rzekł Giertymir, miażdżąc dłoń Grotomira w uścisku - Moje topory są do twojej dyspozycji. Awarowie myślą, że Słowiańszczyzna to tylko rozproszone chaty. Pokażemy im, że to jeden mur.
Grotomir zaprosił gościa do głównej chaty, gdzie przy ogniu, pod okiem doświadczonego Wszebora, zaczęli kreślić plany. Giertymir z miejsca polubił prostolinijność Gromomira i bystry umysł Grotomira. Jednak gdy rozmowa zeszła na temat Kaczomira i jego „zakutych łbów”, przybysz z północy uderzył pięścią w stół, aż podskoczyły drewniane misy.
- Zdrajca?! - ryknął Giertymir, a jego oczy zapłonęły furią - Spiskuje z tymi stepowymi psami, gdy my krwawimy? Wezmę dziesięciu moich najlepszych ludzi, a jeszcze przed świtem przyniosę ci jego głowę nabitą na pal! Nie ścierpię żmii pod naszym bokiem!
Grotomir położył dłoń na ramieniu starszego wojownika, uspokajając go gestem, który zdradzał niezwykłą dojrzałość.
- Spokojnie, Giertymirze. Śmierć Kaczomira teraz tylko ostrzegłaby Awarów.
Martwy zdrajca jest bezużyteczny, ale taki, który myśli, że wciąż nas
oszukuje... to nasze najlepsze narzędzie.
Grotomir przybliżył się do gościa, ściszając głos, by żaden niepowołany słuchacz - a zwłaszcza Wrzaskun - nie wyłapał szczegółów.
- Kaczomir i Wrzaskun myślą, że panują nad sytuacją. Będziemy im podawać takie ziarno, jakie sami zechcemy zmielić. Niech donoszą Awarom o naszych rzekomych słabościach i kłótniach w oddziale. Gdy nadejdzie wiosna, najeźdźcy uderzą tam, gdzie będziemy na nich czekać z twoją stalą i moimi łukami. Kaczomir sam zaprowadzi ich w nasze sidła.
- Jesteś szczwany, chłopcze. Zaiste jesteś wodzem, a nie tylko wojownikiem!
Niech więc zdrajcy tańczą tak, jak im zagrasz. Ale obiecaj mi jedno: gdy
przyjdzie czas ostatecznego rachunku, to mój topór rozłupie te ich stalowe
hełmy. Ale najpierw ich osądzimy, tak bowiem trzeba!
Grotomir uśmiechnął się szelmowsko, a następnie wzburzonym głosem krzyknął:
- To nasza ziemia! Albo walczycie pod moim dowództwem albo wracajcie skąd przybyliście!
- Uspokójcie się… - zaczął wołać Wszebor rozbawiony, ale niemal błagalnym głosem – Mamy jednego wroga, musimy współpracować!
Długo jeszcze trwały spory, Wrzaskun słyszał wszystko bardzo wyraźnie, w końcu uznał, że usłyszał aż nadto i postanowił się wycofać, a chwilę później wyprawił posłańca do Kaczomira, który bardzo rad był z wieści otrzymanych od kapłana…
- Niech się kłócą – śmiał się – niech się kłócą…
Grotomir z Giertymirem zaprzyjaźnili się, ale oficjalnie udawali wrogość, zwłaszcza gdy w pobliżu kręcił się Wrzaskun lub jego pomocnicy. Giertymir był pod sporym wrażeniem umiejętności dowódczych młodego Grotomira, bez większych oporów akceptował jego przywództwo, zwłaszcza że młodzieniec zwracał się do niego z szacunkiem i zawsze uzgadniał nowe działania.
Wszyscy w osadzie czuli, że niebawem zacznie się czas próby, spodziewano się, że Awarowie już wyruszyli w te strony. Wspólnie z wojownikami Giertymira słowiański oddział liczył nieco ponad stu wojowników. Dla porównania Kaczomir dysponował liczbą czterdziestu wojowników. Oczekiwano przybycia Strogomira z nowymi wieściami o najeźdźcach, spodziewano się także, że przywiedzie ze sobą jakąś liczbę wojów od Wiślan, co wzmocniłoby skromne siły obrońców.
Strogomir wrócił niebawem, ale wieści nie przywiózł dobrych. Wiślanie nie zamierzali pomagać w starciu z Awarami - udało mu się namówić zaledwie ośmiu ludzi.
- Byłoby lepiej - rozpoczął mowę - ale znaczniejsi wśród Wiślan obawiali się zemsty awarskiej i na moje namowy reagowali wrogo. Awarowie ruszyli, siła ich! Dwa tysiące konnych wojowników wyruszyło z obozów, ale na szczęście potem rozdzielili się mniej więcej po połowie. Część ruszyła na tereny Lędzian, a część na ziemie Wiślan i na nas.
- Kiedy mogą się tutaj zjawić? - zapytał Giertymir.
- Do tygodnia dotrą do Wiślan. Zbiorą daniny, odpoczną, a potem ruszą tutaj, myślę że nie pojawią się tu wcześniej niż za dwa tygodnie.
-
Strogomirze, ty też odpocznij - zaproponował Grotomir - Na wszelki wypadek
musimy posłać zwiadowców by ich nie spuszczali z oka dzień i noc.
Minęło kilka tygodni, zima zaczęła puszczać, a lody na rzekach rwały się z hukiem przypominającym bitewne okrzyki.
Grotomir i Giertymir odegrali kolejny spektakl, który stał się ziarnem rzuconym na podatną glebę zdrady. Na środku osady, przy dogasającym ognisku, doszło do rzekomej kłótni. Giertymir, czerwony na twarzy, rzucał ciężkimi przekleństwami, oskarżając Grotomira o to, że „chce walczyć z cieniem, zamiast dzielić łupy”.
- Nie będę gnił na tych bagnach dla szczeniaka, który boi się otwartego pola! - ryknął Giertymir tak głośno, by echo niosło się aż do Świętego Gaju.
Jeszcze tego samego dnia wojownicy z północy zwinęli obóz i ruszyli w drogę. Dla zwiększenia siły przekazu Grotomir polecił wcześniej, żeby część jego ludzi opowiedziało się za Giertymirem. Wrzaskun, widząc to z ukrycia, niemal dławił się z podniecenia i radości. Szybko wyprawił gońca do Kaczomira z radosną nowiną: „Północ odeszła! Grotomir został sam, otoczony jedynie przez dzieciaki i starców. Jest słaby jak nigdy wcześniej”.
Kaczomir nie zwlekał, błyskawicznie wysłał Jakimysła z wieściami do awarskiego setnika, Tarkana, który stacjonował w pobliżu ziem Wiślan. Tarkan przyjął wiadomość z pogardliwym uśmiechem. Pobyt u Wiślan straszliwie go rozleniwił - tamtejsze rody, choć liczne, płaciły daninę bez mrugnięcia okiem.
- Słowianie to lud rolników i niewolników - mawiał Tarkan do swoich podwładnych – Spójrzcie na Wiślan, którzy drżą przed samym dźwiękiem naszych dzwonków przy uprzężach. Oddają nam posłusznie swoje córki i najlepsze ziarno, a ich wojownicy służą nam za tarcze w marszu. Ten Grotomir to tylko kolejny leśny szczur, który myśli, że jest wilkiem.
Awarowie, upojeni łatwymi sukcesami na południu, całkowicie zlekceważyli ostrzeżenia o sprycie młodego wodza. Skoro Wiślanie, potężniejsi i bogatsi, ugięli kark, to co mogła zrobić jedna mała osada? Pycha przesłoniła im czujność.
Grotomir kazał swoim ludziom - w tym Gromomirowi, który rwał się do walki - udawać rozprężenie. Wojownicy chodzili bez zbroi, topory leżały niedbale przy chatach, a zwiadowcy rzekomo „zasypiali” na posterunkach.
Kaczomir, na bieżąco informowany, był niezwykle rad z takiego obrotu sprawy:
- Wiedziałem, że tak będzie - mówił do Batymira - Gdzie to, żeby młokos jakiś dowodził zbrojnym oddziałem? Pamiętaj Batymirze, mądrość przychodzi z wiekiem. Ty to jeszcze musisz się długo uczyć, żebyś mógł dowodzić. Patrz i ucz się, bo wiecznie żyć nie będę. Na razie to sprawdzasz się doskonale w leśnych bijatykach… I zostaw tą ziemiankę tego samotnego starca, nie lataj też tyle za dziewkami, teraz są ważniejsze sprawy!
Awarowie w końcu ruszyli, pewni siebie, jechali wymierzyć śmierć nieposłusznym lub po kolejne daniny. Tarkan postanowił poskromić młodego przywódcę wyłącznie swoimi ludźmi, których miał niespełna stu. Pycha awarskiego dowódcy prawdopodobnie nawet nie uwzględniła sojuszniczych sił Kaczomira. Oni mieli tylko wskazać miejsce, a resztę miały załatwić awarskie miecze i strzały.
Kaczomir, słysząc o wielkiej pewności siebie Awarów, rósł w siłę. Najbardziej był rad, że odeszły posiłki z północy - po wpadce ze srebrem nie do końca ufał Wrzaskunowi, dlatego wysłał zwiadowców, którzy mieli przekonać się naocznie, że oddział Giertymira faktycznie opuścił te ziemie. Doświadczony wojownik, jeden z zastępców słynnego Tuskomira, szybko zorientował się, że jest śledzony i rozbił obóz dopiero, gdy ludzie Kaczomira przestali ich obserwować. Kaczomir uspokoił się, potwierdził Wrzaskunowi obietnice, że ten zostanie pierwszym asystentem Rydzymira. Mały wódz żałował nieco, że sam nie zmiażdżył Grotomira, ale nie mógł już odwołać Awarów. Poza tym chciał im coś rzucić na pożarcie, żeby go samego zostawili w spokoju, a dodatkowo nagrodzili jak ostatnio.
- Wodzu - zaczął nieśmiało Dudosław - Godzi się tak, żebyśmy przeciw swoim występowali?
- Głupiś! - syknął Kaczomir - Przecież to oni przeciw nam wystąpili, nie my!
- A Grotomir i inni jednak chcą walczyć z Awarami..
- Zginą wszyscy… Poza tym Grotomir złamał odwieczne
prawa, że wyboru wodza dokonuje wiec! Samozwańczy przywódca musi źle skończyć!
- A może by tak - wtrącił się Batymir - Inaczej to
załatwić?
- Niby jak?
- W lesie… - Batymir aż chrząknął z podniecenia -
Nas trzech i ich trzech. Pójdę ja, wezmę Dzbanosława i Sasimira. Kto wygra ten
zwycięzcą i dyktuje warunki!
- Głupiś! Czy wy nie rozumiecie, że Awarowie…
- Z Awarami też w lesie… Ich trzech, nas trzech…
- Milcz! Czy wy nie rozumiecie, że Awarowie są
potęgą z którą nikt nie może się równać?! Zginie i Grotomir i Giertymir, a
później i Tuskomir. Ale i Awarowie nie będą wiecznie! Przyjdzie czas i na nich!
Ja nie jestem potworem, żeby przelewać krew bratnią, ale niestety inaczej się
obecnie nie da... Wiecie, że nie ma na tym świecie zbyt wielu ludzi
mądrzejszych ode mnie, jeśli w ogóle są… Pamiętajcie i nie dajcie sobie wmówić,
że zielone jest zielone, a czerwone czerwone…
Kaczomir przestał mówić… nagle wszyscy usłyszeli krzyki i dźwięki jakby ktoś uderzał toporem w drewno…
- Nienawidzę cię Tuskomirze! - wołał wściekle Dzbanosław uderzając toporem w pień drzewa - Znajdę cię i zatłukę!
Kaczomir i pozostali nie mogli powstrzymać się od śmiechu…
- Przecież on - przemówił w końcu rozbawiony wódz - Nawet nie widział tego Tuskomira…
- Jemu wystarczy - wyjaśniał Bochemir - Że ty go
wodzu nienawidzisz. To tak jak ze mną, ja lubię tylko nasze, słowiańskie masło,
najlepiej z naszej osady, ale już z innej osady mi mniej smakuje, a jakieś
germańskie to nienawidzę i nie przełknę!
*** wszelkie podobieństwo do osób żyjących w XXI wieku, zwłaszcza w przestrzeni publicznej, jest przypadkowe i niezamierzone.
**** zachęcam do aktywnego komentowania (jest taka możliwość: pod tekstem), jednocześnie uprzedzam, że nie będzie tolerowany język wulgarny (uważam, że język polski jest na tyle bogatym językiem, że wszystko można wyrazić w sposób kulturalny) i takie nie będą publikowane.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz