Zima w
puszczy była czasem przestoju, ale nie dla Grotomira. Gdy rzeki skuł lód, do
obozowiska powrócił Strogomir - doświadczony zwiadowca, którego oczy widziały
więcej niż niejeden wiec. Przyniósł wieści, które uciszyły gwar przy ognisku.
Strogomir,
ogrzewając dłonie nad płomieniem, opowiadał o potędze, która rozpostarła się na
Nizinie Panońskiej. Awarowie, choć wrócili na zimę do swoich „ringów”
(ogromnych, obwarowanych obozów), nie zamierzali rezygnować z ucisku innych
ludów. Zwiadowca donosił, że widział wracający z tych stron oddział 300
jeźdźców, który w pewnym momencie połączył się z innym oddziałem, zbliżonym
liczbowo, jadącym ze wschodu i wspólnie już wrócili do swoich macierzy.
- Nasi
bracia znad Wisły płacą krwią i ziarnem za złudny spokój – mówił ochrypłym
głosem - Widziałem Słowian pędzonych jak bydło przed awarskimi końmi. Muszą
walczyć w pierwszym szeregu ich wypraw, by swoimi ciałami zasłaniać jeźdźców.
Traktują ich jak niewolników, a ich chciwość nie ma dna.
Grotomir
słuchał w milczeniu, analizując każdy szczegół o sposobie walki najeźdźców.
Dowiedział się o ich słabych punktach - o tym, że ich konie potrzebują otwartej
przestrzeni i że rzadko atakują nocą w głębokim lesie. Od tego dnia ćwiczenia
oddziału stały się jeszcze surowsze. Gromomir uczył młodych, jak zbijać
się w ciasną formację tarcz, o które łamałyby się szarże konnicy, a Grotomir
doskonalił strzelanie z zasadzki, celując jakby w nieosłonięte szyje wierzchowców.
Podczas
gdy w osadzie kuto groty, w nieco bardziej odległej, nienaruszonej przez
najazdy wsi Kaczomira, czas mijał na zupełnie innych sprawach. Kaczomir,
człowiek niskiego wzrostu, ale z olbrzymimi ambicjami, sprytny i tchórzliwy,
ocalił swoich ludzi tylko dlatego, że jako pierwszy zgiął kark przed
wysłannikami awarskiego kagana. Teraz, wspólnie z rozwścieczonym Wrzaskunem,
planował usunięcie Grotomira.
- Ten
młokos ściągnie na nas wszystkich śmierć - syknął Wrzaskun, spotykając się z
Kaczomirem pod osłoną nocy - Ludzie słuchają go jak boga. Jeśli nie zginie,
Awarowie wrócą i spalą wszystko, co nam zostało za nasze nieposłuszeństwo.
Kaczomir
mlaskał w swoim zwyczaju, rozważając, kto mógłby zastąpić Grotomira i być
posłusznym marionetkowym wodzem.
-
Potrzebujemy kogoś, kto ma posłuch - mruknął po chwili - Batymir jest silny,
ale zbyt prosty. Bochemir ma ambicje, ale brakuje mu odwagi. Chodzą mi po
głowie też Czarnebor i Jakimysł … Sasimir jest znakomity w organizacji wieców…
Terlemir jest już za stary, a poza tym bardziej interesują go zioła niż inne
sprawy… Dudosław jest już spalony, z powodu wykorzystania go w przeszłości w
podobnej misji. Morawita jakiś czas temu skazałem na wygnanie z powodu knucia
przeciw mojej osobie…
Ostatecznie
nie padło żadne imię, ale zapadł wyrok. Wrzaskun otrzymał zadanie: miał stać
się cieniem Grotomira. Każdy ruch młodego wodza, każda wyprawa i każdy plan
miały być natychmiast raportowane Kaczomirowi. Wrzaskun liczył także na to, że
zostanie pierwszym pomocnikiem Rydzymira, kapłana z osady Kaczomira, który od
kilku miesięcy był na misji duchowej na wschodzie, m.in. wśród Lędzian, co
wstępnie mały wódz mu obiecał. W sercu Słowiańszczyzny, obok hartowanej stali,
wyrastał chwast zdrady.
Grotomir,
choć młody, posiadał instynkt starego wilka - czuł na karku zimne spojrzenie
Wrzaskuna. Oficjalnie wciąż kłaniał się żercy, prosząc o wróżby, lecz
potajemnie wydał kuzynom, Sobieżyrowi i Sęczygniewowi, rozkaz: „Bądźcie jego
cieniem. Każdy szept w Świętym Gaju ma trafić do moich uszu”.
Niespodziewanie
do obozowiska przybył zbrojny orszak. Nie byli to kolejni uciekinierzy spod
awarskich mieczy, lecz dumni wojowie w skórach niedźwiedzi. Przynosili wieści
od Tuskomira - potężnego pana, który zdołał zjednoczyć kilkanaście rodów
na dalekiej północy, tam gdzie lasy ustępują piaszczystym brzegom wielkiego
morza. Posłaniec przekazał Grotomirowi słowa swojego wodza:
-
Tuskomir widzi dalej niż inni, doskonale wie, że jeśli Awarowie złamią waszą
linię, lada chwila ich konie zapuszczą się w nasze mateczniki. Gdy tylko słońce
mocniej przygrzeje, przyśle ci wsparcie: pięćdziesięciu doświadczonych wojów
pod wodzą Giertymira.
Grotomir
poczuł, jak ciężar odpowiedzialności na jego barkach staje się nieco lżejszy.
Sojusz z Tuskomirem zmieniał wszystko - mała partyzantka stawała się zalążkiem
słowiańskiej armii.
Jednak
posłaniec przyniósł też mroczniejsze wieści. Wyjawił, że Kaczomir nie
tylko spiskuje z najeźdźcą, ale zaczął już zbierać „krwawe dary”. W zamian za
wydawanie mniejszych osad, Awarowie podarowali mu siedem stalowych, kutych
hełmów - rzadkość na tych ziemiach, noszoną dotąd jedynie przez stepową
arystokrację.
-
Kaczomir i jego ludzie myślą, że stal na głowie czyni ich niezwyciężonymi -
zaśmiał się pogardliwie posłaniec Tuskomira. - Mój pan nazywa ich „zakutymi
łbami”. Myślą, że żelazo ochroni ich przed gniewem bogów i sprawiedliwością
pobratymców, ale zapomnieli, że serce pod zbroją wciąż mają tchórzliwe.
Grotomir
zwołał najbliższych: Gromomira, Wszebora i wujów: Brodzisława i Strogomira.- Mamy sojusznika na północy i zdrajcę za miedzą - ogłosił krótko - Wrzaskun
myśli, że nie widzę jego posłańców biegających do Kaczomira. Pozwolimy mu
wierzyć w to kłamstwo. Niech donosi im to, co ja zechcę, żeby wiedzieli.
Następnie
spojrzał na Strogomira i zapytał:
- Jest
szansa, że dołączą do nas wojowie Wiślan?
-
Myślałem o tym - odparł wskazany - Wątpię w to, ich przywódcy boją się Awarów,
a przede wszystkim nie wierzą w ich pokonanie. Wolą zapłacić daninę niż walczyć
i ryzykować życie. Jeśli chcesz to pojadę, choćby i jutro, może uda mi się
przekonać choć jakąś część niewielką.
- Warto
spróbować Strogomirze! Tu wkrótce każdy topór będzie miał znaczenie…
Strogomir
oddalił się, żeby przygotować się do porannego wyjazdu.
Warto
podkreślić, że w tym czasie nie było jeszcze zorganizowanych państw czy
plemion, Słowianie opierali się na wspólnotach rodzinnych, sąsiedzkich, rzadko
współpracujących ze sobą w szerszym rozumieniu.
- Co
zamierzasz z tym Wrzaskunem? - zapytał Gromomir - Nie lepiej od razu skrócić go
o głowę?
-
Przyjdzie na to czas bracie - odparł Grotomir - Jak powiedziałem wcześniej
trzeba tak sprawić by donosił to co ja chcę. Jutro zrobimy małą próbę…
Następnego dnia Grotomir siedział przy ognisku,
strużąc nową strzałę. Czuł na plecach świdrujący wzrok Wrzaskuna, który rzekomo
odprawiał modły do Swaroga, a w rzeczywistości nie spuszczał oka z ruchów
młodego wodza. Grotomir uśmiechnął się pod nosem - czas nakarmić żmiję
kłamstwem.
Zwołał naradę pod starym dębem, w miejscu, gdzie
echo niosło głosy prosto w stronę zarośli Świętego Gaju. Mówił cicho, ale
wyraźnie, by każde słowo dotarło do ukrytego tam szpiega.
- Słuchajcie - zaczął, kreśląc słowami fałszywe plany - Strogomir przyniósł
wieści. Mały oddział Awarów, obładowany srebrem zrabowanym na zachodzie, będzie
nocował przy Kamiennym Brodzie za trzy dni. Idziemy tam całą siłą, zostawiamy
osadę bez obrony. To nasza jedyna szansa na zdobycie bogactw, które kupią nam
przychylność innych rodów. Gromomir, pouczony wcześniej mrugnięciem oka, udawał
zachłanność:
- Srebro! Wreszcie będziemy mogli kupić lepsze ostrza i broń! Musimy uderzyć
pierwsi!
Gdy tylko słońce zaszło, Grotomir skinął na
Sęczygniewa. Najmłodszy z kuzynów, lekki jak wiatr, ruszył śladem gońca,
którego Wrzaskun wyprawił z osady pod osłoną nocy.
- Nie zatrzymuj go - przykazał mu Grotomir - Chcę
tylko wiedzieć, czy pobiegnie prosto do Kaczomira.
Potwierdzenie przyszło przed świtem. Kaczomir,
usłyszawszy o „osadzie bez obrony” i „skarbie przy brodzie”, wpadł w furię
zmieszaną z chciwością. Nie wiedział, co wybrać: czy samemu uderzyć na skarb,
czy donieść Awarom, by zyskali jego wdzięczność. Wrzaskun, przez posłańca,
podżegał go do ataku: „Grotomir oszalał z chciwości. To twój czas,
Kaczomirze, byś stał się panem tych ziem!”.
Trzy dni później Kaczomir, na czele swoich wojów,
przybył do Czarnego Jaru, skąd miał widok na Kamienny Bród. Zamiast
obładowanych srebrem Awarów, zobaczył... pustą dolinę i stado pasących się
saren. Czekał całą noc, marznąc w stalowym hełmie, który w zimowym chłodzie
stawał się lodowatą obręczą.
W tym samym czasie Grotomir, zamiast być na
wyprawie, spokojnie szkolił swój oddział w sercu mokradeł, oddalonych nieco od
brodu.
- Widzisz ich, bracie? - zapytał Gromomir, patrząc na horyzont, gdzie majaczyły
sylwetki spóźnionych zwiadowców Kaczomira.
- Widzę - odparł Grotomir - Kaczomir traci ludzi i czas na ściganie duchów. A
Wrzaskun... Zaraz zacznie się gęsto tłumaczyć swojemu mocodawcy, dlaczego skarb
wyparował.
Grotomir nie tylko uniknął walki, ale zasiał ziarno
nieufności między spiskowcami. Kaczomir zaczął podejrzewać, że Wrzaskun gra na
dwa fronty lub postradał zmysły. Z kolei żerca, przerażony groźbami Kaczomira,
stawał się coraz bardziej nerwowy, popełniając błędy przy rytuałach.
Prawdziwa burza miała jednak dopiero nadejść.
Podczas jednej z burzliwych narad w osadzie Kaczomira, gdy ten wygrażał
Wrzaskunowi pięścią, do chaty wpadł przerażony strażnik:
- Kaczomirze! Od północy ciągnie kurzawa… To
Giertymir i jego wojownicy! Tuskomir dotrzymał słowa!
Kaczomir był niezwykle zły, nie dość, że nie zdobył
srebra, to jeszcze młody wróg - za jakiego uważał Grotomira - został solidnie
wzmocniony przez wojów Tuskomira, którego już wcześniej nie lubił, ale teraz to
już szczerze nienawidził.
- Nic to - powiedział w duchu - Przybędą Awarowie i
zrobią porządek. Jak tylko zima zacznie puszczać trzeba będzie ich zawiadomić
przez posłańca. Mam nadzieję, że szczodrze mi się odwdzięczą za informacje… A
przede wszystkim pozbędę się Grotomira i osłabię Tuskomira!
Mroźny wiatr wciąż smagał gałęzie dębów, gdy na
horyzoncie pojawili się wojownicy z północy. Giertymir nie czekał na pierwsze
roztopy - jako stary wyga wiedział, że wojnę wygrywa ten, kto maszeruje, gdy
inni jeszcze grzeją kości przy zapiecku.
Tętent koni i chrzęst żelaza obudził osadę o
świcie. Giertymir wjechał na czele kilkudziesięciu zbrojnych, okryty ciężkim
niedźwiedzim futrem, spod którego błyskała kolczuga -rzadki widok na tych
ziemiach. Był to mąż niezwykle wysoki, o przeszywającym spojrzeniu.
Gdy Grotomir wyszedł mu naprzeciw, Giertymir
zeskoczył z wierzchowca i przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Stary wojownik
szukał w oczach młodzieńca strachu, ale znalazł jedynie spokój jeziora przed
burzą.
- Tuskomir mówił, żeś młody, ale nie wspomniał, że
masz oczy starego wilka - rzekł Giertymir, miażdżąc dłoń Grotomira w uścisku -
Moje topory są do twojej dyspozycji. Awarowie myślą, że Słowiańszczyzna to
tylko rozproszone chaty. Pokażemy im, że to jeden mur.
Grotomir zaprosił gościa do głównej chaty, gdzie
przy ogniu, pod okiem doświadczonego Wszebora, zaczęli kreślić plany. Giertymir
z miejsca polubił prostolinijność Gromomira i bystry umysł Grotomira. Jednak
gdy rozmowa zeszła na temat Kaczomira i jego „zakutych łbów”, przybysz z
północy uderzył pięścią w stół, aż podskoczyły drewniane misy.
- Zdrajca?! - ryknął Giertymir, a jego oczy
zapłonęły furią - Spiskuje z tymi stepowymi psami, gdy my krwawimy? Wezmę
dziesięciu moich najlepszych ludzi, a jeszcze przed świtem przyniosę ci jego
głowę nabitą na pal! Nie ścierpię żmii pod naszym bokiem!
Grotomir położył dłoń na ramieniu starszego
wojownika, uspokajając go gestem, który zdradzał niezwykłą dojrzałość.
- Spokojnie, Giertymirze. Śmierć Kaczomira teraz tylko ostrzegłaby Awarów.
Martwy zdrajca jest bezużyteczny, ale taki, który myśli, że wciąż nas
oszukuje... to nasze najlepsze narzędzie.
Grotomir przybliżył się do gościa, ściszając głos,
by żaden niepowołany słuchacz - a zwłaszcza Wrzaskun - nie wyłapał
szczegółów.
- Kaczomir i Wrzaskun myślą, że panują nad sytuacją. Będziemy im podawać takie
ziarno, jakie sami zechcemy zmielić. Niech donoszą Awarom o naszych rzekomych
słabościach i kłótniach w oddziale. Gdy nadejdzie wiosna, najeźdźcy uderzą tam,
gdzie będziemy na nich czekać z twoją stalą i moimi łukami. Kaczomir sam
zaprowadzi ich w nasze sidła.
Giertymir powoli wypuścił powietrze, a na jego
twarzy pojawił się drapieżny uśmiech.
- Jesteś szczwany, chłopcze. Zaiste jesteś wodzem, a nie tylko wojownikiem!
Niech więc zdrajcy tańczą tak, jak im zagrasz. Ale obiecaj mi jedno: gdy
przyjdzie czas ostatecznego rachunku, to mój topór rozłupie te ich stalowe
hełmy. Ale najpierw ich osądzimy, tak bowiem trzeba!
Grotomir skinął głową, patrząc w ogień. Wiedział,
że z Giertymirem u boku jego siła wzrosła dwukrotnie, ale wiedział też, że gra
z Wrzaskunem staje się coraz bardziej niebezpieczna. Właśnie Głowotłuk dał mu
znać, że zdradliwy kapłan kieruje swoje kroki w kierunku chaty. Szepnął kilka
słów Giertymirowi, który błyskawicznie odnalazł się w „roli”, po czym ryknął
potężnie:
- Nie będziesz wodzem dla mnie i dla moich wojów –
w międzyczasie puścił oko do wszystkich - Tuskomir mi kazał dowodzić!
Grotomir uśmiechnął się szelmowsko, a następnie
wzburzonym głosem krzyknął:
- To nasza ziemia! Albo walczycie pod moim
dowództwem albo wracajcie skąd przybyliście!
- Uspokójcie się… - zaczął wołać Wszebor
rozbawiony, ale niemal błagalnym głosem – Mamy jednego wroga, musimy
współpracować!
Długo jeszcze trwały spory, Wrzaskun słyszał
wszystko bardzo wyraźnie, w końcu uznał, że usłyszał aż nadto i postanowił się
wycofać, a chwilę później wyprawił posłańca do Kaczomira, który bardzo rad był
z wieści otrzymanych od kapłana…
- Niech się kłócą – śmiał się – niech się kłócą…
Grotomir z Giertymirem zaprzyjaźnili się, ale
oficjalnie udawali wrogość, zwłaszcza gdy w pobliżu kręcił się Wrzaskun lub
jego pomocnicy. Giertymir był pod sporym wrażeniem umiejętności dowódczych
młodego Grotomira, bez większych oporów akceptował jego przywództwo, zwłaszcza
że młodzieniec zwracał się do niego z szacunkiem i zawsze uzgadniał nowe
działania.
Wszyscy w osadzie czuli, że niebawem zacznie się
czas próby, spodziewano się, że Awarowie już wyruszyli w te strony. Wspólnie z
wojownikami Giertymira słowiański oddział liczył nieco ponad stu wojowników.
Dla porównania Kaczomir dysponował liczbą czterdziestu wojowników. Oczekiwano
przybycia Strogomira z nowymi wieściami o najeźdźcach, spodziewano się także,
że przywiedzie ze sobą jakąś liczbę wojów od Wiślan, co wzmocniłoby skromne
siły obrońców.
Strogomir wrócił niebawem, ale wieści nie przywiózł
dobrych. Wiślanie nie zamierzali pomagać w starciu z Awarami - udało mu się
namówić zaledwie ośmiu ludzi.
- Byłoby lepiej - rozpoczął mowę - ale znaczniejsi
wśród Wiślan obawiali się zemsty awarskiej i na moje namowy reagowali wrogo.
Awarowie ruszyli, siła ich! Dwa tysiące konnych wojowników wyruszyło z obozów,
ale na szczęście potem rozdzielili się mniej więcej po połowie. Część ruszyła
na tereny Lędzian, a część na ziemie Wiślan i na nas.
- Kiedy mogą się tutaj zjawić? - zapytał Giertymir.
- Do tygodnia dotrą do Wiślan. Zbiorą daniny,
odpoczną, a potem ruszą tutaj, myślę że nie pojawią się tu wcześniej niż za dwa
tygodnie.
-
Strogomirze, ty też odpocznij - zaproponował Grotomir - Na wszelki wypadek
musimy posłać zwiadowców by ich nie spuszczali z oka dzień i noc.
Minęło kilka tygodni, zima zaczęła puszczać, a lody
na rzekach rwały się z hukiem przypominającym bitewne okrzyki.
Grotomir i Giertymir odegrali kolejny spektakl,
który stał się ziarnem rzuconym na podatną glebę zdrady. Na środku osady, przy
dogasającym ognisku, doszło do rzekomej kłótni. Giertymir, czerwony na twarzy,
rzucał ciężkimi przekleństwami, oskarżając Grotomira o to, że „chce walczyć z
cieniem, zamiast dzielić łupy”.
- Nie będę gnił na tych bagnach dla szczeniaka, który boi się otwartego pola! -
ryknął Giertymir tak głośno, by echo niosło się aż do Świętego Gaju.
Jeszcze tego samego dnia wojownicy z północy
zwinęli obóz i ruszyli w drogę. Dla zwiększenia siły przekazu Grotomir polecił
wcześniej, żeby część jego ludzi opowiedziało się za Giertymirem. Wrzaskun,
widząc to z ukrycia, niemal dławił się z podniecenia i radości. Szybko wyprawił
gońca do Kaczomira z radosną nowiną: „Północ odeszła! Grotomir został
sam, otoczony jedynie przez dzieciaki i starców. Jest słaby jak nigdy
wcześniej”.
Kaczomir nie zwlekał, błyskawicznie wysłał
Jakimysła z wieściami do awarskiego setnika, Tarkana, który stacjonował w
pobliżu ziem Wiślan. Tarkan przyjął wiadomość z pogardliwym uśmiechem. Pobyt u
Wiślan straszliwie go rozleniwił - tamtejsze rody, choć liczne, płaciły daninę
bez mrugnięcia okiem.
- Słowianie to lud rolników i niewolników - mawiał
Tarkan do swoich podwładnych – Spójrzcie na Wiślan, którzy drżą przed samym
dźwiękiem naszych dzwonków przy uprzężach. Oddają nam posłusznie swoje córki i
najlepsze ziarno, a ich wojownicy służą nam za tarcze w marszu. Ten Grotomir to
tylko kolejny leśny szczur, który myśli, że jest wilkiem.
Awarowie, upojeni łatwymi sukcesami na południu,
całkowicie zlekceważyli ostrzeżenia o sprycie młodego wodza. Skoro Wiślanie,
potężniejsi i bogatsi, ugięli kark, to co mogła zrobić jedna mała osada? Pycha
przesłoniła im czujność.
Tymczasem Giertymir wcale nie odszedł daleko.
Rozbił obóz w gęstym, niedostępnym borze zaledwie pół dnia drogi od osady, czekając
na sygnał. Grotomir z kolei zacieśnił pętlę wokół Wrzaskuna. Pozwalał mu
donosić, ale każda informacja była starannie preparowana.
Grotomir kazał swoim ludziom - w tym Gromomirowi,
który rwał się do walki - udawać rozprężenie. Wojownicy chodzili bez zbroi,
topory leżały niedbale przy chatach, a zwiadowcy rzekomo „zasypiali” na
posterunkach.
Kaczomir, na bieżąco informowany, był niezwykle rad
z takiego obrotu sprawy:
- Wiedziałem, że tak będzie - mówił do Batymira -
Gdzie to, żeby młokos jakiś dowodził zbrojnym oddziałem? Pamiętaj Batymirze,
mądrość przychodzi z wiekiem. Ty to jeszcze musisz się długo uczyć, żebyś mógł
dowodzić. Patrz i ucz się, bo wiecznie żyć nie będę. Na razie to sprawdzasz się
doskonale w leśnych bijatykach… I zostaw tą ziemiankę tego samotnego starca,
nie lataj też tyle za dziewkami, teraz są ważniejsze sprawy!
Awarowie w końcu ruszyli, pewni siebie, jechali
wymierzyć śmierć nieposłusznym lub po kolejne daniny. Tarkan postanowił
poskromić młodego przywódcę wyłącznie swoimi ludźmi, których miał niespełna
stu. Pycha awarskiego dowódcy prawdopodobnie nawet nie uwzględniła
sojuszniczych sił Kaczomira. Oni mieli tylko wskazać miejsce, a resztę miały
załatwić awarskie miecze i strzały.
Kaczomir, słysząc o wielkiej pewności siebie Awarów,
rósł w siłę. Najbardziej był rad, że odeszły posiłki z północy - po wpadce ze
srebrem nie do końca ufał Wrzaskunowi, dlatego wysłał zwiadowców, którzy mieli
przekonać się naocznie, że oddział Giertymira faktycznie opuścił te ziemie.
Doświadczony wojownik, jeden z zastępców słynnego Tuskomira, szybko zorientował
się, że jest śledzony i rozbił obóz dopiero, gdy ludzie Kaczomira przestali ich
obserwować. Kaczomir uspokoił się, potwierdził Wrzaskunowi obietnice, że ten
zostanie pierwszym asystentem Rydzymira. Mały wódz żałował nieco, że sam nie
zmiażdżył Grotomira, ale nie mógł już odwołać Awarów. Poza tym chciał im coś
rzucić na pożarcie, żeby go samego zostawili w spokoju, a dodatkowo nagrodzili
jak ostatnio.
- Wodzu - zaczął nieśmiało Dudosław - Godzi się
tak, żebyśmy przeciw swoim występowali?
- Głupiś! - syknął Kaczomir - Przecież to oni
przeciw nam wystąpili, nie my!
- A Grotomir i inni jednak chcą walczyć z Awarami..
- Zginą wszyscy… Poza tym Grotomir złamał odwieczne
prawa, że wyboru wodza dokonuje wiec! Samozwańczy przywódca musi źle skończyć!
- A może by tak - wtrącił się Batymir - Inaczej to
załatwić?
- Niby jak?
- W lesie… - Batymir aż chrząknął z podniecenia -
Nas trzech i ich trzech. Pójdę ja, wezmę Dzbanosława i Sasimira. Kto wygra ten
zwycięzcą i dyktuje warunki!
- Głupiś! Czy wy nie rozumiecie, że Awarowie…
- Z Awarami też w lesie… Ich trzech, nas trzech…
- Milcz! Czy wy nie rozumiecie, że Awarowie są
potęgą z którą nikt nie może się równać?! Zginie i Grotomir i Giertymir, a
później i Tuskomir. Ale i Awarowie nie będą wiecznie! Przyjdzie czas i na nich!
Ja nie jestem potworem, żeby przelewać krew bratnią, ale niestety inaczej się
obecnie nie da... Wiecie, że nie ma na tym świecie zbyt wielu ludzi
mądrzejszych ode mnie, jeśli w ogóle są… Pamiętajcie i nie dajcie sobie wmówić,
że zielone jest zielone, a czerwone czerwone…
Kaczomir przestał mówić… nagle wszyscy usłyszeli
krzyki i dźwięki jakby ktoś uderzał toporem w drewno…
- Nienawidzę cię Tuskomirze! - wołał wściekle
Dzbanosław uderzając toporem w pień drzewa - Znajdę cię i zatłukę!
Kaczomir i pozostali nie mogli powstrzymać się od
śmiechu…
- Przecież on - przemówił w końcu rozbawiony wódz -
Nawet nie widział tego Tuskomira…
- Jemu wystarczy - wyjaśniał Bochemir - Że ty go
wodzu nienawidzisz. To tak jak ze mną, ja lubię tylko nasze, słowiańskie masło,
najlepiej z naszej osady, ale już z innej osady mi mniej smakuje, a jakieś
germańskie to nienawidzę i nie przełknę!
*** wszelkie podobieństwo do osób żyjących w XXI wieku, zwłaszcza w przestrzeni publicznej, jest przypadkowe i niezamierzone.
**** zachęcam do aktywnego komentowania (jest taka możliwość: pod tekstem), jednocześnie uprzedzam, że nie będzie tolerowany język wulgarny (uważam, że język polski jest na tyle bogatym językiem, że wszystko można wyrazić w sposób kulturalny) i takie komentarze nie będą publikowane.