Wczoraj Łukasz Mejza, dzisiaj Janusz Kowalski - tego nie można nie skomentować! Z klubu parlamentarnego PiS odeszło dwóch kontrowersyjnych posłów.
Pierwszy znany z licznych skandali, m.in. prawie 200 punktów karnych i nieprzyjmowanie mandatów zasłaniając się immunitetem, wcześniej naciąganie rodziców chorych dzieci, ale dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie do zaakceptowania była dopiero deklaracja Mejzy odnośnie walki w MMA za którą chciał rzekomo milion złotych.
Drugi - słynący głównie z tego, że w każdym niemal wypowiadanym zdaniu używał nazwiska Donalda Tuska. "Podpadł" Jarosławowi dopiero swoimi związkami z Zondacrypto.
Wielu ekspertów uważa, że wykluczenie obu z PiS jest wyłącznie sztucznym zabiegiem i po prostu uznano, że są niewygodni dla opinii publicznej (sondaże), więc "chwilowo" będą poza strukturami partyjnymi, ale faktycznie wciąż będą normalnie współpracować jakby dalej byli w partii Jarosława. Jest to typowy, ulubiony zabieg prezesa, który myśli, że znowu pokazał jak wielkim jest strategiem, a w rzeczywistości wszyscy i tak wiedzą o co chodzi. Wszyscy, poza wyborcami PiS, którym Jarosław i jego ludzie mogą wcisnąć jak zwykle wszystko.
A wracając do walk MMA to największym hitem byłaby właśnie walka wypędzonych, czyli Kowalski kontra Mejza. Choć wielu pragnęłoby konfrontacji w klatce Kaczyńskiego z Tuskiem.