Moja lista blogów

par

ZOSTAŃ BOHATEREM POWIEŚCI, OPOWIADANIA itd

-------------- ZOSTAŃ BOHATEREM POWIEŚCI, OPOWIADANIA itd ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Istnieje możliwość napisania powieści, opowiadania itd - gdzie możesz być kim sobie tylko zapragniesz (np. władcą, rycerzem, słynnym podróżnikiem itd), czas i miejsce akcji (dowolne: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość - np. starożytność, średniowiecze, czasy współczesne) - (opcja płatna). Będziesz miał realny wpływ na swojego bohatera - kontakt z autorem. Powieść może być opublikowana np. na tym blogu. Szczegóły do ustalenia - kontakt mailowy: limmberro@op.pl

Polecany post

Historia - Skąd Hitler wziął swastykę?

Swastyka – ogólnie znak ten kojarzy się całemu światu jako symbol nazizmu i zła. Paradoksalnie wcześniej oznaczał całkiem coś innego! Swast...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indianie Meksyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indianie Meksyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2016

Epopeja polsko-indiańska (84)

Czarny Malik po wejściu do groty usiadł przy ognisku naprzeciw starych Indian i cierpliwie czekał aż któryś z czerwonoskórych zabierze głos… Minęła godzina i jeden z nich w końcu przemówił…

- Mata kina inaka?! Juparama y meroza!

Malik nie znał języka Indian, ale zawsze wcześniej otrzymywał specjalny napój, który sprawiał, że rozumiał każde słowo… Aby zwiększyć komfort czytelników dialogi od razu będą przetłumaczone…

- Gdzie byłeś?! Czekaliśmy na ciebie!
- Gdzie są skalpy? – wtrącił drugi starzec.

Nie było odpowiedzi… Polak wyraźnie zażenowany nie wiedział co odpowiedzieć… Ponownie zapadła cisza… Upłynęła kolejna godzina…

- Musisz zabijać! – odezwał się nagle Siwy Mokasyn – Jak zabijesz wszystkie blade twarze to damy ci za squaw Mokrą Kunę! Jej ojciec zgodził się na to.
- To prawda – potwierdził Smutny Lis i poszedł w głąb groty by za chwilę przyprowadzić wysoką Indiankę…

Malik zobaczył kobietę po raz drugi w życiu, ale już za pierwszym razem wiedział, że zrobi wszystko by ją zdobyć… Czuł, że godzinami może wpatrywać się w jej czarne oczy… Dla niej mógłby zabijać! Porwał za nóż i chciał natychmiast ruszyć do mordowania, ale Smutny Lis powstrzymał go stanowczym gestem…

- Poczekaj! Jeszcze nie jesteś gotowy!

Malik uspokoił się nieco, pragnął jak najszybciej wypełnić zadanie, ale posłusznie usiadł z powrotem na miejsce…

- Musisz kogoś poznać! – oznajmił mu Siwy Włos – Mokra Kuno przyprowadź ich!

Indianka zniknęła w głębi groty… Po dłuższym czasie wróciła z kilkoma osobami… Nie byli to jednak Indianie… Malik obserwował ich z wielkim zaciekawieniem… Wyglądali dziwnie swojsko…

- Kim jesteście?
- My z Moskwy … - odpowiedział jeden z nich.
- ?
- Jestem Warywodzia. Ten obok to Kuczunow. No i Cekierova z Lelkovą.

Czarny patrzył na nich zdziwiony, nie rozumiał co oni mają wspólnego z jego misją…

- Oni pomogą ci osiągnąć cel! – oznajmił Smutny Lis.
- Ci Rosjanie? – Malik był coraz bardziej zdziwiony…
- Tak, oni! Idź teraz wypocznij, a jutro o wschodzie słońca zaczniecie przygotowania!

Malik poszedł za Mokrą Kuną, która zaprowadziła go w głąb groty… Okazało się, że z większą grotą sąsiadowały inne mniejsze… Weszli do jednej z nich, pod ścianą leżała niedźwiedzia skóra…

- Tutaj będziesz spał – powiedziała Indianka i już miała wyjść, ale odwróciła się i szepnęła – Zabij wszystkie blade twarze i wróć tu po mnie!

Czarny chciał coś odpowiedzieć, ale Mokra Kuna szybko oddaliła się… Położył się na skórze, ale długo nie mógł zasnąć… Zastanawiał się co tutaj robią Rosjanie i jak mu mogą pomóc w zabijaniu bladych twarzy…

Tymczasem angielski tropiciel Martin Swayze von Bigay z kilkoma osobami wciąż podążał jego tropem…

- To na nic! – powiedział zdegustowany Anglik – Ruszył w te skały, ciężko będzie znaleźć ślad…
- To co wracamy? – zapytał Przemysław Janczurowski.
- Nie! Rozglądniemy się po okolicy, może jednak na coś natrafimy…
- Trzeba się rozdzielić – zaproponował Kozak Robaczenko.
- Tak zróbmy! – pochwalił pomysł Swayze – Laszlo! Idziesz ze mną!
- To idziemy… - skwitował Piotr Laszlo Tekieli.

Kilka godzin poszukiwań nie przyniosło żadnych rezultatów…

- Wracamy do obozu! – zarządził Swayze.
- Zaczekajcie! – zawołał Tekieli – Znalazłem ślad w potoku! Odcisk dużej stopy!
- To Czarnego Malika! – ucieszył się Robaczenko.

Kolejne kilka godzin poszukiwań znowu nic nie przyniosły…

- Wracamy!

Tymczasem do obozu wróciła Anna Hynowska prowadząc za sobą związanego Hiszpana Alvaro… Już z daleka wypatrzyła ją Alfreda Pawłowska…

- Ania wróciła! – krzyknęła tak donośnie, że niemal wszyscy stanęli na równe nogi…

Zastępujący dowódcę Mateusz Budzanowski także wyszedł jej naprzeciw…

- Dobrze, że wróciłaś! Martwiliśmy się o ciebie… Zwłaszcza, że Czarny Malik oszalał… Chciał zabić Swayzego!
- Jak oszalał? E! Zostawcie! To mój jeniec!

W między czasie kilka osób rzuciło się na Hiszpana i zaczęło go okładać pięściami…

- Zabić go! Zabić! – darła się Alfreda.

Hynowska błyskawicznie wpadła między Alvaro i napastników…

- Precz! To mój jeniec!
- Zabić Hiszpana! – darła się nieustannie Alfreda.
- Fredka! Zamilcz! – krzyknęła głośno Hynowska.

Napastnicy odstąpili…

- Co to za Hiszpan? – zapytał Budzanowski.
- Złapałam go niedaleko stąd…
- Szpieg?
- Myślę, że nie… Prędzej dezerter…
- Musimy być ostrożni… Przywiązać go do tamtego drzewa i pilnować jak oka w głowie!
- Ale to mój jeniec…
- Przejmuję go! Pułkownik Doniecki mianował mnie swoim zastępcą…
- A gdzie on jest?
- Pojechał w kierunku kopalni…
- Sama upilnuję Hiszpana…
- Nie! Nie możemy ryzykować… Do powrotu pułkownika ma być związany i pilnie strzeżony!
- Ja go złapałam! To niesprawiedliwe!
- Zdania nie zmienię!

Kilka godzin później do obozu wróciła grupa Swayzego…

- Anna! Dobrze, że jesteś! – zawołał Anglik – Widziałaś Czarnego Malika?
- Nie, ale podobno oszalał…
- Chciał mnie zabić!
- Nie żartuj, on by muchy nie skrzywdził…
- Naprawdę! Rzucił się na mnie z nożem!
- Dziwne…

Tymczasem Jerzy Doniecki był w drodze do kopalni…

- Pułkowniku! – zawołał w pewnym momencie Kozak Czarnienko – Tam coś jest!
- Gdzie?
- Po lewej! Ktoś siedzi pod drzewem!
- Nie zatrzymuj się! Jedziemy dalej! Gibbencione! Za tymi drzewami skręć w lewo i zakradnij się niepostrzeżenie! My zaraz wrócimy! Bądź ostrożny, nie wiadomo ilu ich jest…

Włoch postąpił zgodnie z rozkazem… Skręcił, zsiadł z konia i zaczął się skradać… Gdy był już blisko zobaczył zakapturzoną postać… Bacznie rozglądał się po okolicy, ale nie zauważył nic podejrzanego… W między czasie powoli wrócili towarzysze… Skradali się z drugiej strony… Cały czas zachowywali ostrożność, dowódca obserwował tajemniczą postać, a Czarnienko penetrował okolicę… Po godzinie obserwacji Gibbencione niepostrzeżenie podkradł się i przyłożył nóż do gardła siedzącej pod drzewem postaci…

- Tylko się rusz, a poderżnę! – syknął i zerwał kaptur… - Kobieta?

Za chwilę obok zjawili się Doniecki i Czarnienko…

- Hiszpanka chyba… - skomentował pułkownik – Trzeba szybko ustalić co tu robi i czy jest sama… Roberto! Gadaj z nią!

Gibbencione trochę znał hiszpański, więc zadał kilka pytań…

- Kim jesteś? Co tu robisz? Gdzie jest reszta?

Kobieta była wyraźnie przestraszona i milczała…

- Niemowa jakaś czy co? – denerwował się Włoch – Gadaj szybko!
- Wystraszona ciężko jest… - skomentował Czarnienko.
- Yyyy… Yyyyy… - kobieta wydawała z siebie dziwne dźwięki.
- Dajcie jej chwilę – zarządził Doniecki – I schowaj ten nóż Roberto, ona się boi…
- No i uśmiechnij się jeszcze! – zażartował Kozak.
- Może się też ukłonię? – śmiał się Włoch.

Cała trójka wybuchnęła śmiechem, kobieta wykorzystała ten moment rozluźnienia i rzuciła się do ucieczki…

- Łapcie ją! – rozkazał pułkownik – Nie może umknąć! Zawiadomi pozostałych i po naszej misji!

Kozak i Włoch ruszyli biegiem za kobietą…

- Szybka jest! – skomentował po kilku minutach biegu Gibbencione.
- No! – skwitował Czarnienko – Sprężmy się, bo wyraźnie nam wieje!

Chwilę później wyprzedził ich konno Doniecki… Dowódca szybko zajechał drogę kobiecie, która widząc, że nie ma szans zatrzymała się…

Cała czwórka wróciła na miejsce…

- Czarnienko! Przyprowadź konia i miej oko na okolicę! – rozkazał dowódca – Gibbencione! Gadaj z nią!

Włoch powtórzył pytania…

- Jestem Maria de Brasilia. Pół Portugalka, pół Hiszpanka… Jestem sama…
- Jak sama?
- Uciekłam od przyszłego męża!
- Dlaczego?
- Bo go nie kocham!
- Co robiłaś pod tym drzewem?
- Odpoczywałam i zastanawiałam się gdzie mam dalej iść…
- Gdzie są Hiszpanie?
- Nie wiem… Ja uciekłam z miasteczka Las Permas… Dwa dni drogi pieszo stąd na zachód…
- To jest blisko kopalni złota?
- A tego to nie wiem…
- Jak nie wiesz?
- Po prostu, nie wiem. Jestem w tych okolicach dopiero dwa tygodnie…

Nastała chwila milczenia…

- Co z nią zrobimy pułkowniku? – zapytał Gibbencione.
- Zastanawiam się… Zostawić jej nie możemy, bo może nas zdradzić jak napotka swoich…
- Jak trzeba to… - Włoch wyciągnął nóż…
- Nie, nie… Ona niczemu niewinna jest… Trudno, musimy ją zabrać ze sobą…
- Spowolni nas…
- Czarnienko ma najsilniejszego konia, weźmie ją… Wołaj go, ruszamy w drogę!

Tymczasem Agnieszka Jagna Dębska wciąż kręciła się w okolicy kopalni… Od spotkania z angielskim tropicielem niewiele się tutaj działo … W pierwszych dniach panował spory ruch, widocznie szukano zaginionego patrolu… Później wszystko ucichło ...

- Umrę tu z nudów… - myślała - Ciekawe kiedy będą jakieś wieści z obozu? Czy w ogóle Doniecki będzie chciał ratować rycerza Krzysztofa i pozostałych? Ciekawe co u Diego Floresa?

Rozmyślania Jagny przerwał szmer w pobliskich zaroślach… Natychmiast ukryła się… Dobrze zrobiła, bowiem za chwilę wyłoniło się kilkunastu hiszpańskich żołnierzy… Na szczęście nie zauważyli jej i przeszli dalej… Kwadrans później z kopalni wyjechała duża grupa żołnierzy…

- O! Coś się dzieje! Dużo ich! – Jagna naliczyła około 80 żołnierzy.

Postanowiła udać się za nimi… Nie mogła jednak ruszyć od razu, bo kolejna grupa Hiszpanów wyłoniła się w pobliżu…

- Co oni tak się kręcą?

Nagle w oddali rozległy się odgłosy walki…

- Nasi?

Nie mogła wyjść z ukrycia, bo wszędzie roiło się od Hiszpanów… Po kilku minutach wszystko ucichło… Zastanawiała się co się mogło stać… Po pewnym czasie Hiszpanie ulotnili się, więc ostrożnie wyszła z ukrycia… Widziała jak Hiszpanie wracają do kopalni, ale to musiały być te patrole, które kręciły się blisko, byli pieszo … Czekała na powrót tego większego oddziału… Po pewnym czasie pojawił się… Bacznie ich obserwowała … W pewnym momencie omal nie zemdlała…

- Diego!

Jeden z żołnierzy ciągnął na sznurze Floresa! Jagna nie mogła na to patrzeć, w pierwszej chwili chciała rzucić się na pomoc, ale wiedziała, że nie ma żadnych szans…

- Muszę go uwolnić! Muszę!