Kontynent północnoamerykański...
Wioska Polomanczów...
Dwaj synowie Helmutha - Biegnący Wilk Magdeburg i Zielony Liść Ratyzbona (dla przypomnienia Niemiec nazywając swoje dzieci łączył imiona indiańskie z nazwami niemieckich miast) pełnili wartę wokół wioski. W pewnym momencie ich uwagę zwróciły spłoszone ptaki...
- Schowajmy się, ktoś się zbliża...
Kwadrans później ujrzeli wynurzających się z zarośli Hiszpanów. Byli konno. Młodzi Germanopacze trwali w napięciu, nie bali się o siebie, ale o wioskę...
- To chyba tylko zwiadowcy - powiedział cicho Biegnący Wilk Magdeburg.
- Zostań tutaj - odparł brat - ja rozejrzę się po okolicy...
Niedługo sytuacja wyjaśniła się. Byli to zwiadowcy hiszpańscy...
- Szybko! Wracamy do wioski! - oznajmił bratu Zielony Liść Ratyzbona - Wszystko widzieli. Niedługo pewnie wrócą w znacznie większej sile...
- Co robimy?
- Musimy uciekać na Niedźwiedzią Górę. Tam będziemy bezpieczni.
Niespełna godzinę później mieszkańcy wioski opuszczali ją w największym pośpiechu. Nie mieliby bowiem szans w starciu z Hiszpanami. W wiosce nie było zbyt wielu wojowników, oprócz wspomnianych dwóch synów Helmutha, byli jeszcze trzej synowie Jana Pratelickiego i szlachcic Michał Józef Majewski, pozostali to kobiety, dzieci i starcy.
- Spieszcie czym prędzej na Niedźwiedzią Górę, ja będę zacierał ślady - zaoferował się Kazimierz Wielki (dla przypomnienia Jan Pratelicki nazywał swoich synów imionami królów polskich).
Jeszcze tego samego dnia Hiszpanie na czele konkwistadorów Jose Manuela Bakulerosa i Pablo Vincento Magierosa wjechali do wioski.
- Tu nikogo nie ma! - grzmiał Bakuleros.
- Musieli uciec - podejrzewał Magieros - zwiadowcy wyraźnie widzieli mieszkańców.
- Szukać śladów! - darł się Bakuleros - Daleko nie uciekli! Przecież nie mają koni!
Hiszpanie wysłali zwiadowców, ale zbliżał się wieczór, więc poszukiwanie Indian odłożono na następny dzień. Postanowiono przenocować w wiosce Polomanczów...
- Miałem kazać spalić tę wioskę - oznajmił Bakuleros - ale dobrze, że tego nie uczyniłem... Mamy przez to gdzie spać, ha ha ha.
- Dziwna ta wioska - rzekł nagle Jose Fortezes.
- Co znowu? - spytał Bakuleros.
- Widzisz ten dworek?
Fortezes pokazał ręką w kierunku domu Jana Pratelickiego...
- Widzę...
- Przecież to nie indiańska chata...
- Znów ci przeklęci Polacy!
Hiszpanie nie zaniedbali żadnych środków bezpieczeństwa, wystawili liczne straże. Nie było w końcu wiadomo ilu tubylców znajduje się w okolicy...
- Gdyby nie ten paskudny Belicarez... - narzekał włoski medyk Gianluca Faracini - nie tłukłbym się teraz po indiańskich wioskach...
- A co byś robił? - spytał Camille Steckozini.
- No jak to co? Siedziałbym teraz na Kubie, pił wino, a Dolores patrzyłaby mi prosto w oczy i wyczytywałaby z nich wszystkie moje życzenia...
- Ha ha ha, akurat...
- No, żartuję. Fakt jednak, że to przez admirała uciekłem z Kuby i dołączyłem do wyprawy...
- A Bakuleros cię nie namówił?
- Trochę też, ale głównie przez Belicareza. Nie mogłem go dłużej znieść. Córkę ma taką piękną, mądrą i dobrą, a z niego to taki drań, despota i wszystko co najgorsze!
- Wiem, wiem. Mnie przecież chciał o głowę skrócić za to, że śpiewałem...
- No sam widzisz, sam widzisz... Gość nie nadaje się na teścia w żaden sposób...
Mundial 2026 - Blamaż Turków
-
Turcy zawiedli już w drugim meczu i odpadli z mundialu, w spotkaniu z USA
zagrają tylko o honor. Piłkarze "Półksiężyca" zaprezentowali się na tych
mistrz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz